gambling-2001033_1280

Czy banki grają naszymi pieniędzmi w ruletkę?

Myśląc o działalności banków, można się w pierwszej chwili nieźle przestraszyć. Przecież każdy

ich klient, któremu udzielą pożyczki lub kredytu, to potencjalne ryzyko, że te pieniądze nigdy nie zostaną zwrócone. Mało tego, kiedy uzmysłowimy sobie, że pożyczane pieniądze w większości wcale nie są własnością banków, ale pochodzą od osób, które wpłaciły je np. na lokatę, na myśl przychodzi tylko jedno: hazard i proszenie się o kłopoty. 

Na szczęście dla osób, które trzymają swój majątek na rachunku osobistym, koncie oszczędnościowym czy lokacie, bankom daleko jest do tego, aby nazywać je hazardzistami. Prowadzona przez nie akcja kredytowa to w rzeczywistości bardzo przemyślane i odpowiednio skalkulowane działanie. Wykorzystując podstawowe prawa statystyki, można bowiem z bardzo dużą dokładnością wyliczyć, jakie jest potencjalne ryzyko, że pożyczone pieniądze trafią do osoby, która nie zechce lub też nie będzie w stanie ich zwrócić.

Dzięki tym prawidłom banki mogą ze względnym spokojem prowadzić swoją działalność, nie bojąc się, że jeden dłużnik doprowadzi do upadku ich całego biznesu.

Ponad bilion złotych kredytów

Według danych Komisji Nadzoru Finansowego na koniec maja 2017 roku działające w Polsce banki udzieliły kredytów o wartości ponad 1 biliona złotych. Jeśli ktoś na problem z wyobrażeniem sobie tej kwoty, napiszmy, że to wystarczająca suma, aby zbudować autostradę o długości 25 tys. km. Mając tyle pieniędzy, można by również wybudować 500 stadionów podobnych do tego Narodowego w Warszawie.

Zdecydowanie największą pozycję na tej kredytowej liście zajmują kredyty hipoteczne. Na koniec maja 2017 roku banki udzieliły ich na kwotę blisko 400 mld zł. Znacznie mniej było natomiast kredytów konsumpcyjnych, których suma w tym samym okresie wynosiła nieco niecałe 155 mld zł. Spore kwoty banki pożyczyły także przedsiębiorcom – łączne dla małych, średnich i dużych firm udzieliły finansowania na przeszło 358 mld zł.

w1

Opracowanie własne na podstawie danych KNF.

Nas jednak interesuje, jaka część z tych pieniędzy nie została zwrócona lub z odzyskaniem której banki mają problemy. Odpowiedzi na to pytanie również dostarczają dane KNF. Wynika z nich, że w maju 2017 roku zagrożona była spłata kredytów o łącznej wartości 70 mld. W skali całego polskiego rynku kredytowego stanowiło to jedynie 6,9% pożyczonych kwot. Co istotne – wskaźnik ten w ostatnich latach ulegał stopniowemu obniżeniu. Jeszcze cztery lata temu zagrożone było 8,5% wszystkich kredytów.

w2

Opracowanie własne na podstawie danych KNF.

Należy przy tym zaznaczyć, że pojęcie „zagrożone” nie oznacza jeszcze, że tych pieniędzy definitywnie nie da się już odzyskać. Zgodnie unijną definicją termin ten oznacza takie kredyty lub pożyczki, których spłata opóźniona jest o więcej niż 90 dni lub co do których „istnieje realne zagrożenie, że nie zostaną w przyszłości oddane”.

Co robić z zagrożonymi kredytami?

Na szczęście banki dysponują szeregiem narzędzi i rozwiązań służących do ściągnięcia problematycznego zadłużenia. Podstawowym działaniem jest renegocjacja umowy kredytowej. Może zrobić to, np. rozkładając spłatę na więcej rat, dzięki czemu dłużnik co miesiąc będzie oddawał mu niższa kwotę. Banki mogą również połączyć kilka różnych kredytów w jeden (jest to tzw. kredyt konsolidacyjny). Taki krok z reguły wiąże się także z obniżeniem oprocentowania, dzięki czemu należne raty stają się mniejsze.

Jeśli wymienione działania nie przyniosą efektu, pozostaje jeszcze zlecenie ściągnięcia długu firmie windykacyjnej lub po prostu jego sprzedaż, czyli dokonanie tzw. cesji. W przypadku, kiedy bank zdecyduje się na sprzedaż długu, cena takiej wierzytelności wynosi z reguły od kilku do kilkudziesięciu procent jego nominalnej wartości. Przykładowo – jeśli bank pożyczył komuś 10 tys. zł, ma szansę sprzedać dług za kwotę od kilkuset do kilku tysięcy złotych.

Które kredyty spłacają się najlepiej, a które najgorzej?

Interesujące wnioski płyną z analizy spłacalności z uwzględnieniem poszczególnych rodzajów kredytów. Tymi, które spłaca się najsumienniej, są kredyty hipoteczne. Według stanu na maj 2017 roku zagrożona była spłata niespełna 3,0% z nich. W przypadku pozostałych rodzajów kredytów z terminowością było już znacznie gorzej. Przykładowo, w grupie kredytów udzielonych dużym przedsiębiorcom opóźnione w spłacie było ponad 6% z nich, natomiast pieniądze pożyczane małym firmom w co dziesiątym przypadku były oddawane ze zwłoką w czasie lub wcale. Zdecydowanie najgorzej pod tym względem prezentują się natomiast kredyty konsumpcyjne. W tej grupie zagrożonych było aż 11,6% kredytów, co i tak w stosunku do 2013 roku oznacza ogromną poprawę. Wówczas opóźnione w spłacie było 14,6% z nich.

w3

Znając powyższe dane, nie powinniśmy się więc dziwić, że oprocentowanie kredytów konsumpcyjnych jest znacznie wyższe niż np. hipotecznych. W ten sposób banki rekompensują sobie bowiem wyższe prawdopodobieństwo, że taki kredyt nie zostanie spłacony.

Kiedy pożyczonych pieniędzy nie da się odzyskać

Niestety dla bankowców zdarzają się także takie przypadki, w których pożyczonych pieniędzy w żaden sposób nie da się już odzyskać. W takiej sytuacji nie zostaje nic innego, jak ująć ten fakt w swoim bilansie, dokonując tzw. odpisu z powodu utraty wartości. W wyniku tych umorzeń przychody polskiego sektora bankowego zmniejszyły się w 2016 roku o 38,0 mld zł, co stanowiło 3,8% kwoty wszystkich udzielonych kredytów.

w4

Opracowanie własne na podstawie danych KNF.

Innymi słowy jedna na dwadzieścia sześć pożyczonych przez banki złotówek już nigdy do nich nie wróciła. Patrząc jednak na dane historyczne, wyraźnie widać, że ze spłatami z roku na rok jest coraz lepiej. Dla porównania w 2014 roku banki dokonały odpisów na równowartość 4,4% posiadanej bazy kredytowej.

Bat ze strony nadzorcy

Gdyby jednak w pogoni za zyskami bankowcy zapomnieli o prawach statystyki i zaczęli nadmiernie ryzykować, muszą liczyć się z ostrzeżeniem ze strony organów nadzorujących rynek. W Polsce kontrolę nad nim sprawuje Komisja Nadzoru Finansowego, a jednym z jej obowiązków jest obserwacja tzw. ekspozycji kredytowej polskich banków. Jeśli KNF uzna, że któryś z nich działa zbyt agresywnie, np. pożyczając zbyt wiele pieniędzy na bardziej ryzykowne kredyty konsumpcyjne, może zobowiązać go do zmiany swojej polityki. Celem takiego działania jest przeciwdziałanie wybuchowi ewentualnego kryzysu finansowego.

Do czego może przyczynić się brak takiego nadzoru, mogliśmy zobaczyć m.in. w latach 2007/2008. Amerykański nadzorca rynku patrzył wtedy zbyt pobłażliwym okiem na działania tamtejszych banków, które pożyczały pieniądze na kupno domu lub mieszkania dosłownie każdemu chętnemu. Kiedy taka kredytowa bańka napęczniała, wystarczyło jedno drobne wahnięcie koniunktury, aby wywołać największy od prawie 90 lat kryzys finansowy i gospodarczy.

Podsumowanie

Ryzyko, że część kredytów i pożyczek nie zostanie spłacona, stanowi nieodłączny element związany z funkcjonowaniem praktycznie każdego banku. Jednak uwzględniając ten fakt i umiejętnie kalkulując parametry poszczególnych produktów finansowych (oprocentowanie, liczbę rat, wymogi wobec kredytobiorcy), można tym ryzykiem umiejętnie zarządzać.

Dzięki temu banki zamiast drżeć o każdą pożyczoną złotówkę, mogą w całkiem przewidywalny sposób prowadzić swoją działalność. A to, że ta sztuka idzie im coraz lepiej, widać nie tylko po spadających w ostatnich latach odsetkach niespłaconych kredytów, ale także po osiąganych zyskach. Tylko w ubiegłym roku polski sektor bankowy zarobił „na czysto” aż 14 mld zł.

Jeśli ciekawi Cię na czym najwięcej zarabiają banki, dowiesz się tego tutaj: link.

About admin

4 thoughts on “Czy banki grają naszymi pieniędzmi w ruletkę?

  1. Przypuszczam że najwięcej tych nie spłaconych kredytów stanowią kredyty, które zostały po prostu wyłudzone. Ile razy się słyszało o przypadkach że jedna osoba wyłudziła na dane jednej osoby, kilkanaście kredytów i pożyczek w różnych bankach i różnych firmach pożyczkowych. Zastanawiam się jak to jest możliwe, bo kiedy ja udaje się do banku to za każdym razem muszę dostarczyć tone dokumentów. W firmach pożyczkowych owszem jest łatwiej, ale przecież weryfikują one dodatkowo rachunek bankowy przez Instantor czy inne systemy. Jak to więc możliwe, że takie rzeczy jeszcze się zdarzają?

  2. Karolu, możesz mieć faktycznie sporo racji z tymi wyłudzeniami. „Hipoteki” spłacają się bardzo dobrze, bo tutaj mamy jasno stwierdzone co jest przedmiotem zabezpieczenia w razie ewentualnych problemów ze zwrotem pieniędzy. A w przypadku kredytów gotókowych – gdzie nie spłacony jest średnio co dziesiąty kredyt – takiego czegoś nie ma. Ktoś kto ma złą wolę po prostu bierze kasę z banku i znika z nią bezpowrotnie.

  3. Ta już to widzę. Jak ja nie oddam, to mnie będą po sądach ścigali. A jak pożyczę bankowi a on zbankrutuje to ciekawe kto mi te pieniądze zwróci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.