flag_256_5

Bycie bankierem centralnym wcale nie zwalnia z myślenia

„Na pewno nic się nie stanie, a to że dwa tygodnie temu mówiłem coś zupełnie innego, to nie ważne” – pomyślał szef Szwajcarskiego Banku Narodowego, po czym ogłosił, że znosi sztywny kurs pary walutowej Euro/Frank szwajcarski. Pan Jordan w ciągu właściwie jednej minuty sprawił, że wiodące banki i firmy brokerskie zanotowały straty rzędu dziesiątek miliardów dolarów. Dzięki niemu polscy kredytobiorcy mają dziś do spłacenia zobowiązania większe o ponad 10 miliardów złotych, niż na początku roku. Ktoś powie, ze bankier miał do tego prawo, a inwestorzy powinni brać pod uwagę tego typu ryzyko. Rzecz w tym, że ciężko uwierzyć, że nikt w zarządzie SNB nie wziął pod uwagę, jak ta decyzja wpłynie na realną gospodarkę. W przypadku kraju o znacznej przewadze eksportu nad importem, jak ma to miejsce w Szwajcarii, skutkiem będzie oczywiście recesja. Dokładnie tak się właśnie stało – dane za I kwartał już mówią o ujemnej dynamice PKB u Helwetów.

Z drugiej strony bank centralny Szwajcarii według oficjalnych informacji wydał na obronę swojej waluty łącznie ponad 400 miliardów dolarów! Owa kwota stanowi około 2/3 wielkości całej gospodarki Zurychu. Haczyk tkwi w tym, że cała ta suma została sztucznie wykreowana przez komputery SNB, a sztywny kurs (z korzyścią dla wszystkich) mógł być utrzymywany niemal w nieskończoność. Bank za „wydrukowane” pieniądze skupował bowiem waluty obce, a te powiększały sumę posiadanych rezerw walutowych Szwajcarii.

rezerwy

I teraz robi się dopiero ciekawie. Kiedy założymy na siebie krzywe pokazujący wielkość rezerw walutowych Helwetów oraz kurs tak intensywnie bronionej pary walutowej zobaczymy, że między tymi wartościami nie ma prawie w ogóle żadnej korelacji. Na szczególną uwagę zasługuje gigantyczny dodruk pieniądza realizowany w maju 2012 roku (wzrost rezerw o astronomiczne 200 miliardów Usd), podczas gdy sztywny kurs do euro został ustalony już rok wcześniej. Na co poszły więc te fundusze, bo na pewno nie na obronę kursu? Mamy jeszcze kolejną perełkę ze stycznia tego roku. SNB uwolnił franka, głównie aby wstrzymać wzrost swoich (sztucznych) aktywów. Tymczasem mimo urynkowienia kursu, rezerwy walutowe wzrosły o kolejne kilkadziesiąt miliardów dolarów.

Wygląda to tak, jakby usztywnienie kursu Franka szwajcarskiego było jedynie przykrywką do wydrukowania wprost gigantycznej ilości pustego pieniądza, tak jak robiono równolegle w innych krajach. A to, że przy okazji SNB znacznie zaszkodził własnej gospodarce, jest już jedynie czynnikiem ubocznym.

P.S. W Polsce  przez całe lata 90′ obowiązywał najpierw sztywny, a następnie pełzający kurs, wiążący krajowy pieniądz z koszykiem zagranicznych walut. Dopiero po 10 latach zdecydowano o pełnym uwolnieniu polskiego Złotego. Tymczasem, to co Polacy robili przez całą dekadę w obawie o szkodę dla gospodarki, Szwajcarzy zrobili w godzinę. Naprawdę godne podziwu 😉

About admin

2 thoughts on “Bycie bankierem centralnym wcale nie zwalnia z myślenia

  1. 1. Wprowadźmy podatek od zysków kapitałowych (Belka twierdził że tak tylko na chwilę)
    2. Podnieśmy VAT z okazji kryzysu (Tusk twierdził że tak tylko na chwilę do 2012) – dzisiaj podobno nie da się już go obniżyć.
    Istnieją jeszcze pojęcia takie jak dotrzymywanie danego słowa?, honor?

  2. No właśnie, ciężko z wiarą w słowa polityków. Ale zawsze można podnieść podatki po cichu np. o 100%, a następnie obniżyć o 10% robiąc z tego powodu wielką fetę :-)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.