maxresdefault

Co szesnastej parze grozi rozstanie z powodu konfliktów o pieniądze

Wspólny budżet i niezgodność w podejściu do zarządzania finansami w związku potrafi dać się we znaki. Co piąta para w Polsce regularnie kłóci się o pieniądze. Co trzecia osoba po kolejnej awanturze zastanawia się nad rozstaniem – wynika z badania zrealizowanego na zlecenie BIG InfoMonitor i BIK.

Dla jednej piątej Polaków porozumienie się w sprawach finansowych stanowi istotny problem.  Być może właśnie z tego powodu 1/3 osób zdarzyło się ukrywać wydatki przed partnerem, a 12 proc.  zaciągnęło zobowiązanie finansowe bez wiedzy drugiej połówki – wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor i Biura Informacji Kredytowej. Instytut badawczy spytał o kwestie finansów osoby pozostające  w stałych formalnych i nieformalnych związkach. 64 proc. ankietowanych ma z partnerem wspólny budżet, pozostali dzielą się wydatkami.

wykres 2

Ponad połowa par nie kłóci się o pieniądze wcale, ale co piąta robi to regularnie

Niestety, tematy związane z budżetem są również powodem regularnych kłótni aż 21 proc. par. W nielicznych związkach budżet domowy jest na tyle popularnym wątkiem, że staje się powodem sprzeczki co najmniej klika razy w tygodniu – przyznało 3 proc. par. Raz w miesiącu i kilka razy w miesiącu kłóci się odpowiednio 10 proc. i 8 proc. Polaków. Kolejnym 22 proc. związków zdarza się spierać kilka razy do roku.

wykres 1

Aż 32 proc. osób, dla których odmienne podejście do finansów stanowi problem w  związku, rozważa rozstanie z tego powodu. Przekładając to na wszystkie pary, inne podejście do wydawania pieniędzy rodzi ryzyko rozpadu dla co szesnastej.

Awantury o pieniądze częściej wywołują mężczyźni

Dużo częściej myśl o rozstaniu ze względów finansowych przychodzi do głowy mężczyznom – 40 proc. wskazań, niż kobietom – 27 proc. I to również panowie  częściej zaczynają trudne rozmowy o pieniądzach.  Na pytanie Jak często Twojemu partnerowi zdarza się kłócić o pieniądze? O sporach wywoływanych co najmniej raz w miesiącu poinformowało 24 proc. pań i tylko 19 proc. panów.

wykres3

Finanse czwartą co do popularności przyczyną  rozwodów

Życie pokazuje, że niedogadane sprawy finansowe faktycznie potrafią doprowadzić do rozpadu związku. Jak wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości i GUS na ponad 66 tys. rozwodów, do jakich doszło w Polsce w 2013 r., ze względu na nieporozumienia na tle finansowym rozeszło się blisko 5,2 tys. par, czyli około 8 proc. wszystkich, które wówczas uzyskały rozwód. Po niezgodności charakterów, niewierności i nadużywaniu alkoholu finanse są czwartą co do popularności przyczyną  rozwodów.

Najwięcej rozwodów na Dolnym Śląsku, najmniej na Podkarpaciu

Ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości widać, że nie tylko tło konfliktów ma znaczenie dla rozwodu, lecz również miejsce zamieszkania. Z danych wynika, że prawdopodobieństwo rozwodu pary z Włocławka jest niemal dwa razy wyższe niż małżeństwa z Rzeszowa czy Krakowa. We Włocławku średnia liczba rozwodów rocznie z lat 2010, 2012 i 2013 przypadająca na 10 tys. mieszkańców wynosi niemal 29, w Rzeszowie jest to niecałe 16. Przeciętna dla Polski z tych trzech lat, dla miast liczących od 100 tys. mieszkańców w górę, to 21,2. Poza Rzeszowem i Krakowem rzadziej niż przeciętnie w kraju, dochodzi do rozwodów także m.in. w Kielcach, Radomiu, Gdańsku, Gdyni, Poznaniu oraz w większości dużych miejscowości zlokalizowanych na Śląsku, choć są wyjątki np. Częstochowa, Sosnowiec czy Rybnik. Również w stolicy liczba notowanych rozwodów wypada nieznacznie poniżej przeciętnej.

W negatywnej statystyce po Włocławku znalazły się też inne główne miasta woj. kujawsko-pomorskiego: Toruń i Bydgoszcz. Powyżej średniej „rozwodowej” są też stolice woj. lubuskiego Gorzów Wielkopolski i Zielona Góra, oraz reprezentacja woj. zachodniopomorskiego – Szczecin i Koszalin. Nie najlepiej prezentują się w statystykach rozwodowych również duże miasta Dolnego Śląska: Wrocław, Wałbrzych i Legnica, podobnie jak i całe województwo. Wysoka pozycja Olsztyna i Elbląga wśród miast w których częściej niż przeciętnie dochodzi do rozwodów również odzwierciedla sytuację w całym woj. warmińsko-mazurskim.

Podobnie jak między dużymi miejscowościami również pomiędzy poszczególnymi województwami różnice w liczbach rozwodów potrafią być ogromne. Najczęściej rozwodzą sią rodacy z Dolnego Śląska, najrzadziej zamieszkujący na Podkarpaciu, w Małopolsce i w Świętokrzyskiem.

mapka

Statystyki dotyczące rozwodów są uderzająco zbieżne z danymi dotyczącymi solidności Polaków  w regulowaniu zobowiązań. Im większa skłonność do rozwodów tym gorzej wypada moralność płatnicza. Tam gdzie częściej dochodzi do rozpadu małżeństw łatwiej przychodzi nieopłacanie  na czas rachunków za telefon, czynszu czy rat kredytów i pożyczek. Wyjątek od tej reguły stanowią jedynie woj. wielkopolskie i pomorskie, gdzie dane o liczbie rozwodów wypadają korzystniej niż spłacalność kredytów i płatności za bieżące rachunki  – zwraca uwagę Mariusz Hildebrand, wiceprezes Biura Informacji Gospodarczej InfoMonitor.  – Nie da się jednocześnie nie zauważyć, że zależności te działają w obie strony. Większa liczba rozwodów ma też wpływ na gorszą obsługę zobowiązań. Często po rozstaniu wszystkie płatności spadają na barki jednej osoby, a z jedną pensją trudno podołać rachunkom i wspólnie zaciągniętym kredytom – dodaje Mariusz Hildebrand.

Kto spłaci wspólnie zaciągnięty kredyt?

Rozstanie, bez względu na to w jakim województwie czy mieście, z powodu pieniędzy czy też innych przyczyn, zawsze pociąga za sobą konsekwencje finansowe.

Sprawa szczególnie się komplikuje jeśli parę łączy wspólne zobowiązanie kredytowe. – Zobowiązanie kredytowe, zaciągnięte w trakcie trwania małżeństwa, w tzw. ustroju wspólności majątkowej małżeńskiej, po rozwodzie przekształca się w zobowiązanie solidarne, co oznacza, że każdy z byłych małżonków jest dłużnikiem banku, a więc oboje są zobowiązani do regulowania rat kredytowych, przy czym spłata zobowiązania przez jednego z dłużników zwalnia z obowiązku spłaty przez drugiego – mówi mec. Agnieszka Marzec z Biura Informacji Kredytowej. Zasada ta wynika z art. 366 Kodeksu cywilnego, który precyzuje, że „aż do zupełnego zaspokojenia wierzyciela, wszyscy dłużnicy solidarni pozostają zobowiązani do zapłaty, a uprawnieniem wierzyciela jest domaganie się zapłaty od obu dłużników solidarnych”.

Wspólnie zaciągnięty kredyt łączy byłych małżonków nawet po rozwodzie – ponoszą współodpowiedzialność przed wierzycielem. Problemem jest zazwyczaj kredyt hipoteczny zwłaszcza, gdy przedmiotem sporu jest mieszkanie, które ciężko intratnie spieniężyć.  – Po rozwodzie, byli małżonkowie mogą dokonać podziału majątku małżeńskiego na podstawie umowy lub w drodze postępowania sądowego, jednakże podział majątku małżeńskiego nie dotyczy „podziału” zobowiązań.  Owszem może dojść do takiej sytuacji, że po rozwodzie jeden z małżonków „przejmie” kredyt, jednakże na taką zmianę zgodę musi wyrazić wierzyciel, czyli bank, co najczęściej związane jest z koniecznością aneksowania umowy kredytu – dodaje mec. Agnieszka Marzec

Rozstając się nie tylko z małżonkiem, ale ze wspólnym kredytem, warto wiedzieć, że historia kredytowa w BIK buduje się bez względu na decyzję o rozejściu się pary. W momencie niespłacania zobowiązania przez byłego współmałżonka historia kredytowa w BIK może uniemożliwić drugiej osobie otrzymywanie przez nią kolejnych kredytów w innych bankach. Należy pamiętać, że od złożenia wniosku o kredyt aż do całkowitej jego spłaty, bank przekazuje informacje do BIK na temat każdego kredytobiorcy o solidności regulowania rat wynikających z zobowiązania. Każdy buduje swoją historię kredytową sam, niezależnie czy zobowiązanie kredytowe zaciągał samodzielne czy wspólne. Pozytywna historia kredytowa jest dla instytucji finansowej potwierdzeniem wiarygodnego klienta. Zatem pomimo szeregu trudności formalnych, towarzyszącym rozstającym się parom, należy dbać o sumienne regulowanie zobowiązań, które w przyszłości zaprocentuje każdemu z osobna.

[Materiał nadesłany przez BIG InfoMonitor]

About admin

3 thoughts on “Co szesnastej parze grozi rozstanie z powodu konfliktów o pieniądze

  1. Te wyniki są bardzo niepokojące. Jednak badania pokazują, że stabilność finansowa przekłada się niestety na stabilność związku. Zastanawia mnie, na ile to ma związek ze współczesną pogonią za pieniądzem, ponieważ nie przypominam sobie, żeby tak było te 20 lat temu. Aczkolwiek wydaje mi się, że po części XXI wiek i obecna sytuacja polityczna i gospodarcza wpłynęła w taki a nie inny sposób na samo postrzeganie małżeństwa. Kiedyś rozwód był nie do pomyślenia, chyba że faktycznie związku nie dało już się naprawić. Stąd sądowa definicja rozwodu – całkowity rozpad. Obecnie mam wrażenie, że te wartości zostały trochę wypaczone, ale to tylko moja prywatna opinia.
    Jak to się ma do pieniędzy? Właśnie to, o czym piszę: młodzi ludzie często nie zdają sobie sprawy z tego, co oznacza „na dobre i na złe”. Wynika to głównie z niewiedzy, nie z ignorancji.

  2. Skądś znam takie historie.. Choć obecnie jestem już 10 lat po ślubie, to przyznam że początki nie były łatwe, głównie z powodu pieniędzy. Miałem trochę pecha ponieważ przy urodzeniu pierwszego dziecka akurat straciłem pracę i wtedy stanąłem na rozdrożu. Miałem do wyboru albo znalezienie pracy za jakąś podstawową pensję albo kontynuowanie wcześniej założonej działalności na pełen etat. Wybrałem tę drugą opcję i to była dobra decyzja, choć nie pozbawiona minusów czy przeciwności losu, jednak dałem radę 😉

  3. Ja uważam że przy obecnym stylu życia to co druga para jest zagrożona rozwodem z powodu finansowych. Nad małżeństwem trzeba pracować codziennie, kłótnie są nieuniknione ale jak pojawi się dziecko to wszystko cementuje :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.