krajowa

Oby tylko ktoś na to nie wpadł….

Mimo chronicznego deficytu budżetowego oraz panującej deflacji (na szczęście nie mającej wymiaru koniunkturalnego) trzeba przyznać, że stan finansów publicznych uległ w ostatnim czasie znaczącej poprawie. Wraz z obniżeniem poziomu oficjalnych stóp procentowych, radykalnie spadła rentowność instrumentów dłużnych emitowanych przez Ministerstwo Finansów. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych to obecnie jedynie 2,1%, a papiery o krótszym terminie zapadalności nie oferują nawet 2% zwrotu rocznie. Beneficjentem takiego stanu rynku są głównie klienci subfunduszy obligacyjnych oraz budżet centralny, w którym zaplanowano znacznie wyższą kwotę obsługi zadłużenia, niż będzie to miało w rzeczywistości.

8

 Jeszcze w 2013 roku planowano, że na uregulowanie odsetek z emitowanych instrumentów dłużnych przeznaczyć będzie trzeba 43 miliardy złotych. Po nowelizacji budżetu w pozycji „koszty obsługi zadłużenia” widnieje już tylko 36 miliardów złotych. Patrząc na obecną wartość stawek panujących na wtórnym rynku papierów dłużnych można śmiało przyjąć, że obecnie rząd w przyszłym roku nie wyda więcej, niż 20 miliardów złotych na wywiązanie się z zaciągniętych zobowiązań. Spadek kosztów obsługi równy jest aż 1% krajowego PKB!

Liczę natomiast, że nikt nie wpadnie na świetny pomysł skorzystania z dobrej koniunktury i skokowego zwiększenia poziomu zadłużenia. Fajnie, że nikt nie posługuje się jeszcze wskaźnikiem Koszty Obsługi Zadłużenia / Wartość PKB, bo mogłoby to prowadzić to skrajnie niebezpiecznych sytuacji. Ktoś mógłby uznać, że skoro na płacone odsetki i tak zaplanowano w budżecie 36 miliardów to sprzedajmy na rynku pierwotnym nowe obligacje, aby „dodłużyć się” do tej kwoty. Posługując się tą miarą, moglibyśmy wypuścić nowe papiery za grubo ponad pół biliona złotych. Problem w tym co by się stało, gdyby dobra passa się skończyła, a oprocentowanie ponownie wzrosło do historycznych średnich….

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.