wynagordzenia

Płaca netto to tylko wierzchołek góry kosztów, które musi ponieść pracodawca.

Czy czytając komunikaty Głównego Urzędu Statystycznego na temat średnich zarobków w naszym kraju nie odnosicie czasem wrażenia, że coś jest w nich nie tak? Jakim niby cudem przeciętna płaca w Polsce może wynosić ponad 4 tysiące złotych brutto, skoro prawie nikt za tyle nie pracuje?

Intuicja podpowiada, że ta średnia to pewnie wypłata prezesa banku (100 tys.) oraz kilkunastu szeregowych pracowników urzędu czy budowy. Wtedy wszystko nam się ładnie uśredni, a GUS będzie miał w statystykach porządek. Tymczasem przeciętny Polak zatrudniony na umowę o pracę, na rękę otrzymuje jedynie ok. 2850 zł. W tych 4 tysiącach pensji brutto mieszą się bowiem: ubezpieczenie emerytalne, rentowe, chorobowe, zdrowotne oraz zaliczka na podatek dochodowy. Razem 1150 zł. Sporo tego.

wynagrodzenie

Po drugiej stronie umowy znajduje się pracodawca. Ten tylko zgrzyta zębami, kiedy przychodzi czas wypłaty. Żeby przeciętny Polak mógł otrzymać swoją przeciętną pensję, zatrudniający musi ponieść łączny koszt wynoszący aż 4825 złotych! Ubezpieczenie pracownika współdzielone jest, bowiem między obie strony stosunku pracy, a pracodawca dorzuca od siebie ponad 720 złotych (patrz grafika). To jednak nie wszystko. Do uiszczenia jest jeszcze składka na Fundusz Pracy oraz symboliczna opłata na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Nazbierało się tego 825 zł.

Wkurzony jest więc zarówno pracownik, jak i zatrudniający go przedsiębiorca. Do kieszeni przeciętnego Polaka trafia zaledwie 58 proc. pieniędzy, które otrzymałyby, gdyby nie opodatkowanie ze strony państwowych instytucji. Nie sądzicie, że to trochę za dużo? Widząc taki stan rzeczy, pracodawca zaczyna więc kombinować, jakby tu nieco zmniejszyć tę górę kosztów zatrudnienia? Co oczywiste – najłatwiej zapłacić pracownikowi mniej, ale wtedy ten może zrezygnować z pracy. Upowszechniono, więc słynne nad Wisłą tzw. „umowy śmieciowe”. Choć ich definicja jest szeroka, to najczęściej tego terminu używa się dla umów o dzieło (ew. zlecenie).

Sekret popularności umów o dzieło stanowi przede wszystkim ich prosta struktura. Wykonawca dzieła realizuje jej przedmiot, za co otrzymuje wynagrodzenie. I tyle. Jeśli mamy w tym przypadku do czynienia z przeniesieniem praw autorskich, wówczas uwzględniane są 50 proc. koszty zatrudnienia. Żeby wypłacić pracownikowi (tj. wykonującemu dzieło) takie samo wynagrodzenie netto, jak przy umowie o pracę, pracodawca poniesie koszt wynoszący jedynie 3130 zł (aż o 1/3 mniej, niż dla umowy o pracę). Skoro to takie proste, to skąd tak ogromna niechęć przeciwko „śmieciówkom” ze strony pracowników? Haczyk tkwi w braku zapewnionego ubezpieczenia, składek emerytalnych, prawa do urlopu oraz widmo bezrobocia i braku odprawy w przypadku zwolnienia.

To prawda, że umowa o dzieło nie zapewnia poczucia bezpieczeństwa pracy. Z drugiej jednak strony, dlaczego pracodawca miały rezygnować z usług pracownika, który jest dla niego o jedną trzecią tańszy od zatrudnionego w ramach umowy o pracę na czas nieokreślony? A jeśli do tego posiadamy jeszcze status studenta, to tak na prawdę na rynku pracy jesteśmy wszechmocni! Z aktualną legitymacją (zakładając identyczny poziom kompetencji) jesteśmy w stanie pobić w rozmowie kwalifikacyjnej każdego. Dlaczego? O tym już w najbliższą środę.

Zachęcam do dzielenia się swoimi opiniami.

[Fair Value – Niezależny Blog Ekonomiczny]

info

About admin

4 thoughts on “Płaca netto to tylko wierzchołek góry kosztów, które musi ponieść pracodawca.

  1. Jak się widzi jakie kwoty idą na różnorakie składki to aż włos się człowiekowi jeży. Tyle składek zdrowotnych jest odprowadzanych, a wciąż są problemy z normalnym i bezpłatnym leczeniem się w przychodniach czy szpitalach. Koniec końców i tak potem idziemy prywatnie i płacimy drugie tyle, co jest już odprowadzane z naszej pensji.. Gdzie tu jakakolwiek sprawiedliwość..

  2. Osobiście wolałbym otrzymać te dwa tysiące składek i opłat dla siebie i za tą kwotę wykupić sobie prywatne ubezpieczenie i samemu odkładać na emeryturę. Tylko wtedy państwo miałoby dużo mniej do decydowania i kontroli.

  3. Mnie zastanawia dlaczego prowadząc dwie działalności, muszę płacić dwie składki zdrowotne? Szybciej zrozumiałbym zobowiązanie do zapłaty wyższej składki ubezpieczenia społecznego i tym samym wyższą emeryturę. Natomiast podwójna składka zdrowotna nie daje mi żadnych korzyści.To tak jak gdyby ktoś kazał mi płacić podwójną cenę za jakikolwiek towar.Czy to złodziejstwo w imię prawa? Czy może ma to jakiś sens którego nie rozumiem? pozdrawiam

    1. Podobnych absurdów jest dużo więcej. Płacimy np. podatek Vat od akcyzy na paliwo czy alkohol. Płacimy podatek dochodowy od dywidend ze spółek (które najpierw są obciążane podatkiem Belki). Z podwójną składką zdrowotną to już jednak jest szczyt absurdów. Jedynym rozwiązaniem jest tu chyba zrezygnowanie z umowy o pracę i przejście na umowę o dzieło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.