business-suit-690048_640

Czas start – mamy dokładnie trzy miesiące.

„Mamy dokładnie trzy miesiące” – pomyślał prezes hipotetycznej spółki giełdowej, który wykorzystując swoją dominującą pozycję, nosi się z zamiarem maksymalnego wyciśnięcia kasy od mniejszościowych akcjonariuszy. Te trzy miesiące, to okres pomiędzy datami publikacji następujących po sobie kwartalnych sprawozdań finansowych. Obowiązek okresowego ujawniania stanu finansów przedsiębiorstwa, ciąży na każdej spółce publicznej notowanej na giełdzie. Do tego dochodzi również szereg innych zdarzeń, o których musi informować dany podmiot, jednak absolutną podstawę stanowi właśnie skonsolidowany raport finansowy.

Tak, więc jeśli w danej spółce dzieje się źle, to szef takiego „tonącego okrętu” ma jeszcze pewien margines czasowy na ewakuację. Jest to jednak bardzo trudne. Gdyby rzucić się do sprzedaży wszystkich posiadanych akcji to nie dość, że zbije się przez to ich cenę, to najdalej na 4 dni po takiej transakcji udziałowiec musi ten fakt publicznie ujawnić. No chyba, że posiada się mniej, niż 5% udziałów w akcjonariacie. W przypadku wielu spółek dostrzec możemy jednak, że struktura udziałowców jest bardzo rozwodniona, a dopiero po głębszej analizie okaże się, że akcje posiada wiele różnych podmiotów….należących do tego samego właściciela. Taki stan rzeczy nie nakłada na posiadacza akcji przymusu informacyjnego i pozwala w razie czego, na ciche wycofanie się z akcjonariatu.

kursx

Kiedy spółka popada w kłopoty, osoby z wiedzą insiderską, będą jako pierwsze pozbywać się akcji. Następnie „cynk” trafi do znajomych managerów, później do inwestorów finansowych, a dopiero na końcu, kiedy faktyczna sytuacja finansowa spółki będzie już w pełni zdyskontowana, informacje trafią do inwestorów mniejszościowych. Takie hipotetycznie opisane sytuacje mają miejsce, także w rzeczywistości. Choć wykres podpisałem jako „Kurs akcji X”, to wnikliwi szybko wyłapią o jaką spółkę chodzi. W tym przypadku inwestorzy indywidualni, korzystający jedynie z publicznie dostępnych danych, co kwartał byli karmieni dobrymi informacjami finansowymi. Zysk spółki „X” wahał się od 46 do 113 mln złotych na kwartał, co w ujęciu porównawczym wskazywało, że kurs akcji na poziomie nawet 200 zł był niezwykle atrakcyjny.

Mimo to z każdym kolejnym kwartałem giełdowa kapitalizacja spadała. Z jednej strony powinno to wywołać sygnał ostrzegawczych u większości inwestorów, z drugiej bazując na ogóle publicznie dostępnych wiadomości sytuacja spółki wyglądała na znakomitą. Nawet strata za I kwartał 2012 roku nie powinna zaburzać tego obrazu, gdyż w branży w której operuje spółka, jest to zwykle najsłabszy okres (patrz I kwartał 2011 roku). Bomba wybuchła wraz kolejnym raportem. Faktycznej kondycji firmy nie dało się już dłużej ukrywać. Strata na poziomie ponad 1,5 miliarda złotych tłumaczyła, dlaczego kurs akcji spadał od prawie 2 lat. Jednak dopiero wtedy inwestorzy bazujący jedynie na wiedzy fundamentalnej, otrzymali sygnał rekomendujący sprzedaż akcji. W międzyczasie kurs zdążył spaść o jakieś 97%.

Wykrywaniem takich właśnie „perełek” ma zajmować się opracowywany przeze mnie model „Fair Value Index”.

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.