swiat

Inwestorzy z amerkańskiego rynku akcji chyba trochę się zapędzili

W poprzednim wpisie pisałem o Europie, więc tym razem przeskoczmy za ocean, do Stanów Zjednoczonych. Widząc niemal nieustannie rosnące w ostatnim czasie notowania tamtejszych indeksów zacząłem poważnie zastanawiać się nad przesłankami stojącymi za tak jednostajnym ruchem. Nie są to na pewno ani spadające bezrobocie, ani dobre wyniki finansowe spółek czy rosnące PKB. Owszem, wszystkie te agregaty pokazują pewne ożywienie w największej gospodarce świata, jednak to trochę za mało, aby w pełni uzasadniać tak duży optymizm inwestorów. Może więc mamy do czynienia z bańką powstającą na tamtejszych giełdach? Cennych wskazówek dostarcza nam indeks Wilshire 5000, obrazujący ceny wszystkich amerykańskich akcji dopuszczonych do publicznego obrotu. Główny warunkiem zakwalifikowania do tego indeksu jest posiadanie głównej siedziby na terenie USA. Porównując kapitalizację tego wskaźnika z wartością PKB dla całego kraju jesteśmy w stanie chałupniczą metodą wykryć potencjalne przewartościowanie rynku.

willshire

Po nałożeniu na siebie obu zmiennych otrzymujemy bardzo czytelny obraz ostrzegający inwestorów przed kupowaniem akcji amerykańskich spółek po obecnych cenach. Oczywiście wiadomym jest, że inwestorzy dyskontują wartość danych instrumentów w przyszłości, jednak według mnie w tym przypadku zagalopowali się trochę za daleko. Obecna kapitalizacja wszystkich (publicznych) spółek w USA przekracza 23 biliony dolarów, podczas gdy wartość całego PKB dopiero niedawno przebił wartość 17 bilionów. Różnica między podanymi wartościami jest największa w okresie przynajmniej ostatnich pięciu lat, co może świadczyć o znacznym przewartościowaniu.

Pamiętać należy również, że w gospodarce działają także małe i średnie przedsiębiorstwa, których wartości indeks Wilshire 5000 nie obejmuje, a które odpowiadają za ponad 40% całkowitej krajowej produkcji (http://www.sba.gov/advocacy/7540/42371). Bystry obserwator zauważy, że amerykańskie podmioty działają także za granicą, a rezultaty tych działań nie wliczają się do PKB Stanów Zjednoczonych. Zgoda, jednak ta wartość jest sporo mniejsza, niż „urobek” małych i średnich przedsiębiorstw. Mówiąc obrazowo – wygląda na to, że inwestorzy z amerykańskiego rynku decydują się zapłacić za studolarowy banknot przynajmniej sto pięćdziesiąt dolarów. Dla mnie to żaden interes.

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.