11942425135_93139c5a7d_o

Na giełdzie warunki dyktuje zagranica

Kiedy sentyment wokół rynków wschodzących jest dobry, zyskuje także polska giełda. Jeśli inwestorzy zaczynają bać się np. o sytuację w Chinach, my dostajemy rykoszetem. Kiedy ponad 50 proc. obrotów na GPW generują zagraniczne firmy, trudno łudzić się, że w razie jakichkolwiek problemów z naszą gospodarką będą miały skrupuły przed wycofywaniem kapitału z Polski i przenoszeniem go gdzie indziej – np. do Indonezji czy Turcji.

Poniższą grafikę pokazałem wczoraj studentom ekonomii podczas wykładu, który miałem przyjemność poprowadzić na Uniwersytecie Gdańskim. Pokazuje ona, że spadki na GPW z jakimi mamy do czynienia już od blisko roku nie do końca – tak jak zapewne chciałaby tego opozycja – są wyłącznie „zasługą” rządów Prawa i Sprawiedliwości. Owszem, rząd poprzez ustawę o podatku bankowym ponosi winę za sporą część strat inwestorów, jednak za drugą część (prawdopodobnie tą większą) odpowiadają inwestorzy zagraniczni. Dla ich kapitału polskie papiery wartościowe wciąż pozostają tylko jedną z wielu alternatyw.

Kiedy więc rynki wschodzący stały się „passe” (głównie z powodu spowolnienia w gospodarce Chin), oberwało się także i nam. Wiele wskazuje jednak na to, że najgorsze już minęło. Potwierdzają to statystyki amerykańskiego Instytutu Finansów Międzynarodowych. Według nich napływ kapitału na rynki emerging markets był w marcu najwyższy od przeszło roku.

przeplywy

Już w lutym 2016 roku udało się przerwać trwającą siedem miesięcy ucieczkę kapitału. Miesiąc później zmiana tendencji przyjęła formę manii, a inwestorzy ulokowali na rynkach rozwijających się ponad 35 mld dolarów (mniej więcej po połowie na rynku długu i udziałowym). Ten szeroki strumień pieniędzy dotarł także do Polski ciągnąć w górę indeksy giełdowe oraz ceny obligacji. Pod tym względem tak dobrze ostatni raz było na przełomie 2014 i 2015 roku.

msci

Choć w koszyku indeksu MSCI EM Polska ma zaledwie 3-procentowy udział, to nasz rynek giełdowy zachowuje się niemal identycznie, jak przeciętna dla ogółu rynków rozwijających się. Oczywiście z małymi wyjątkami. Od maja notowaniom krajowych spółek bardzo ciążyło widmo wprowadzenia podatku bankowego (więcej na ten temat tutaj), czy obciążenia sektora energetycznego kosztami ratowania polskich kopalń. Z drugiej strony mieliśmy presję związaną ze słabnącą koniunkturą w Chinach (blisko 24 proc. udziału w indeksie) oraz taniejące surowce. Odbicie z którym mieliśmy do czynienia właściwie już od połowy stycznia było z kolei stłumione u nas m.in. przez obniżkę ratingu kredytowego przez agencję S&P. I tak – my (tj. indeks WIG20) w ciągu ostatnich 3 miesięcy w ujęciu dolarowym jesteśmy 13 proc. na plusie, podczas gdy cały indeks zyskał na wartości prawie 20 procent.

To, że polski rynek zależy od łaski i niełaski inwestorów zagranicznych potwierdzają także dane na temat udziału w handlu giełdowym poszczególnych grup inwestorów.

udział

Według danych za I półrocze 2015 roku co druga złotówka obrócona na polskiej giełdzie (dane dla rynku głównego) należała do zagranicznych instytucji. Grono krajowych inwestorów instytucjonalnych, odpowiadało już jedynie za 36 proc. obrotów. Marginalny był natomiast udział inwestorów indywidualnych. Ci w znacznie większym stopniu niż na handlu akcjami, koncentrowali się na spekulacji kontraktami terminowymi. Niestety czy tego chcemy czy nie chcemy zagranica działa z reguły bez sentymentów. Jeśli w gospodarce dzieje się coś złego, sprzedaje swoje aktywa i wycofuje się z danego rynku. Bez wdawania się już w analizy, co jest tego przyczyną. W końcu oprócz Polski ma do wyboru kraje o równie dobrych, a nawet jeszcze lepszych perspektywach gospodarczych. W kolejce czekają Indie, Chiny, Indonezja czy nawet Turcja.

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.