swiat

Teoria efektywnego rynku w „Twitterowym” wydaniu

Duża grupa ekonomistów i osób zajmujących się inwestycjami za truizm uważa występowanie idealnie efektywnego rynku, gdzie każda informacja (nie ważne czy dostępna dla ogółu czy tylko części akcjonariatu) od razu znajduje odzwierciedlenie w cenach. Jeśli tak jest, to jak wytłumaczyć zachowanie handlujących walorami spółki Twitter? Już kilka miesięcy temu zamieściłem notkę (link), gdzie pisałem o kompletnym oderwaniu jego giełdowej kapitalizacji od faktycznej wartości. W reakcji na stopniowo spadającą wycenę przedsiebiorstwa wskazałem, że  ”inwestorzy też jakby oprzytomnieli” mając nadzieję, na osiągnięcie „rozsądnych” przedziałów cenowych. Taki trend utrzymał się jeszcze przez ponad dwa miesiące od ostatniego wpisu, po notowania weszły w fazę konsolidacji.

Opublikowany we wtorek raport finansowy za drugi kwartał 2014 roku sprawił, że inwestorzy ponownie oszaleli i znów zaczęli zachowywać się na zasadzie „weź wszystkie moje pieniądze, tylko sprzedaj mi akcje”. W reakcji na ogłoszenie ogromnych strat (blisko 150 mln USD, ponad 3-krotnie więcej niż w tym samym okresie w poprzednim roku) kurs ekslopdował, rosnąc o ponad 20%!

16

Za wszelką cenę usiłowałem doszukwać się wyjaśnienia takiej reakcji „rynku”. Wedługo komentatorów dane były znakomite, gdyż… spodziewano się jeszcze większej straty. Impulsem mogło być także pokazanie symbolicznego zysku na poziomie EBITDA (po uwzględnieniu amortyzacji). Trzeba jednak wiedzieć, że jest to tylko jeden z elementów raportu, a faktyczny rezultat wszystkich prowadzonych przez spółkę działań pokazuje końcowy wynik netto. Jeśli poszczególne składniki bilansu wyglądają optymistycznie to dobrze, jednak nie zmienia to faktu, że Twitter znów stracił w skali kwartału gigantyczną kwotę, co oznacza z kolei skurczenie się wartości całego przedsiębiorstwa. Ponownie mamy więc do czynienia z sytuacją, gdzie inwestorzy za wyższą kwotę otrzymują mniej.

About admin