shopping-cart-53792_640

Jak supermarkety unikają płacenia podatków w Polsce?

Jako ilustrację do dzisiejszego wpisu, pozwoliłem sobie wykorzystać dane udostępnione przez Fundację Republikańską. Grafika „demaskuje” krwiożercze sieci zagranicznych supermarketów działające w Polsce, pokazując wysokość podatku dochodowego CIT, który został przez nie zapłacony. Przykładowo, francuska sieć Carrefour która osiągnęła w 2011 roku ogromne przychody na poziomie 7,9 miliarda złotych, wpłaciła do urzędu skarbowego zaledwie 8,6 miliona zł.

No, jak to – przecież stawka podatkowa dla osób prawnych to przecież 19%, a tutaj mamy zaledwie 0,1% – krzyknie zapewne część czytelników. I tu właśnie zaczyna się dyskretna manipulacja danymi. Na wykresie mowa jest bowiem nie o zyskach, a o przychodach supermarketów. Tymczasem, francuscy „wyzyskiwacze” osiągnęli na handlu w naszym kraju raczej skromne (w stosunku do nakładów) zyski na poziomie ok. 45 mln złotych. Od tej kwoty uiścili następnie należny podatek.

Fair Value - Niezależny Blog Finansowy

Ciekawie jest także u największego krajowego detalisty – portugalskiego Jeronimo Martins. Właściciel marki Biedronka osiągnął najwyższą (obok Lidla) rentowność sprzedaży na poziomie prawie 4,0 % rocznie. Oprócz CIT-u, koncern odprowadził do budżetu jeszcze ponad 400 milionów złotych w postaci VAT-u, akcyzy, PIT-u, ZUS-u i podatków lokalnych.

W analizowanym roku łączne wpływy podatkowe od siedmiu największych sieci supermarketów w Polsce przekroczyły 4 miliardy złotych. A że przy gigantycznych obrotach średnia rentowność była bardzo słaba, sięgając ledwie 1,5-2%, to stąd tak niewielki udział podatku dochodowego w strukturze „jałmużny” oddawanej państwu.

Chętni na ugryzienie większego kawałka tego ogromnego tortu zarzucają, więc zagranicznym sprzedawcom nieetyczne praktyki, polegające na transferowaniu zysków osiągniętych w Polsce. Rozwiązaniem miałby być podatek obrotowy. No to dobijmy taki Kaufland, który na działalności operacyjnej w naszym kraju nie zarobił ani grosza, jeszcze dodatkowym np. 3-procentowym podatkiem. Niemcy balansujący na granicy opłacalności, będę musieli prawdopodobnie zamknąć wtedy swój biznes.

marza

A może w oskarżeniach przeciwko sieciom supermarketów jest jakieś ziarnko prawdy? Powyższy schemat pokazuje, że teoretycznie istnieje możliwość wytransferowania zysku za granicę, a w praktyce zatrzymania marży handlowej w centrali spółki. Wystarczy zaopatrywać się w część towarów w swoich „spółkach-matkach”, świadomie płacąc za nie nieco więcej, niż wnosi ich hurtowa cena. Zyski ze sprzedaży zagranicznego oddziału będą bliskie zera, a centrala przejmie większą część marży. Rzecz w tym, że w całej Europie średnia przebitka na handlu u detalistów to wspominane 1,5-2%, a podatek CIT i tak trzeba będzie gdzieś zapłacić. W 2011 roku w Portugalii było to 24%, podczas gdy w Polsce 19%. Wątpliwe by zarząd jakiejkolwiek spółki zdecydował się na taki zabieg. Mit chyba upadł.

[Fair Value – Niezależny Blog Finansowy]

About admin

13 thoughts on “Jak supermarkety unikają płacenia podatków w Polsce?

  1. Największe koszty supermarketów wiążą się oczywiście z dalszą ekspansją w Polsce. Co za tym idzie, z rynku wygryzani są mali, krajowi sprzedawcy.

    Tak jak każdy kij ma dwa końca, tak i w tym przypadku na pewno zagraniczne sieci mają coś za uszami, a cała sprawa nie wygląda tak prosto, jak pokazałem w artykule.

  2. Zagraniczne sieci handlowe generują koszty w postaci praw do technologi lub znaków towarowych. Siedziba takiej firmy np. z Portugalii czy Niemiec za używanie na terenie Polski znaku towarowego lub patentu na cudowną metodę szkolenia pracowników wystawia fakturki na kilka milionów ( miliardów ) co stanowi koszt dla sieci działającej w Polsce. Kasa płynie za granicę. Przy tak niskiej rentowności jaką wykazują zagraniczne sieci handlowe nie pchały by się do naszego kraju.

    1. To bardzo ciekawe o czym piszesz – nie wiedziałem o takich „zagrywkach”. W ten sposób rzeczywiście można dość łatwo wyprowadzić kasę za granicę. Chociaż akurat 4% rentowności przy obecnych stopach procentowych to nawet sporo. W takim lotnictwie jest jeszcze gorzej.

      1. Pracuje jako jeden z szefów tzw. bazy dla jednej z zagranicznych spółek, które mają sieć marketów w Polsce.
        To za co płacą markety w Polsce przechodzi wszelkie pojęcie.
        Przysyła się np. dwa razy w miesiącu specjalistę od wizerunku sklepu.
        Wystawia on później rachunek na 40-50 tyś miesięcznie, praktycznie nic nie dając w zamian.
        Opłata od loga firmy, obowiązkowe zamawianie towarów w bazie, podpisywanie umów z firmą telefoniczną czy energetyczną na niekorzystnych warunkach…
        To tylko wierzchołek góry lodowej.
        Czasami się dziwię, że te sklepy jeszcze działają, bo nie mają prawa, tak ich baza łupie z forsy…
        Odbija się to później np na częstej wymianie pracowniczej, aby starsza ekipa nie żądała podwyżek.

    2. Ciekawe jak jest z tym znakiem towarowym w przypadku Biedronki? Co jak co, ale to jedna z najbardziej wartościowych polskich (tzn. portugalskich) marek.

  3. Problem w tym, ze przeciez zadne wielke amerykanskie firmy nie zarabiaja – pewno autor wie o tym, bo przeciez taki oddzial w europie zarabia, ale wszytko wydaje na logo i inne takie tam bzdety… praktycznie wiec nie zarabia, wiec tez nie placi podatkow (badz placi mniejsze). Powinno mi byc strasznie zal tych spolek, im wieksze, tym wieksze koszty. One wszystko robia spolecznie dla nas – dbaja o lepsza przyszlosc, a zli ludzie tylko im zazdrosza, ze oni nie placa, a przeciez daja tylko prace. Zastanawiam sie czy rzeczywiscie zyje w tak bezmyslnym swiecie i wszyscy na prawde wierza w takie bajki? Sam pracowalem w wielkich korporacjach, w Polsce i w Ameryce i wiem jak takie firmy dzialaja. Bylem na szkoleniach gdzie mowili mi, zebym nie ufal mojej zonie, bo dobra firmy sa wazniejsze – niestety na niektorych takie szkolenia dzialaja. Porazka….
    Drogi autorze, wiedz jedno, jesli by im sie nie oplacalo, to mozesz mi wierzyc, ze dla nich to jest tylko biznes, zamkneli by wtedy firme, zwolnili i szukali kolejnych miejsc gdzie moga zarobic.
    Tak dziala ten rynek, nie ma, ze sa dobrzy, czy zli, jest business albo i nie ma, nie ma, ze sie lubi, czy pomaga. Wierz mi, ze charytatywnie to oni tutaj nie sa, a jesli im sie nie podoba, drzwi sa otwarte.

  4. Nieee, nie dobijajmy Kauflandu oni mimo dokładania do interesu tak się starają dla polskiego klienta o tanie i dobre towary, a wy wstręciuchy chcecie ich dobić… zabijcie lepiej polskiego sklepikarza lenia i nieroba, a w dodatku wstrętnego kapitalistę wyzyskującego biednego klienta…

    1. Jeśli rzeczywiście jest tak jak piszą inni komentujący, to ten Kaufland wcale nie jest taki biedny.

      Amortyzacja wartości maki, szkolenia wizerunkowe, różnego typu eventy sprzedażowe i robi się nam masa „ukrytych” kosztów. Wychodzi na to, że oficjalnie nie osiągając zysków, Niemcy całkiem dobrze sobie u nas radzą!

  5. Hmm więc piszesz że obalasz mity a nie słyszałeś o opłatach za znaki towarowe… za mało się wciągnałeś w temat :) głupia Coca Cola nigdzie poza stanami nie jest Coca Colą sp. z o.o. tylko, np. w Polsce Hellenic Beverages Company (czy jakoś tak) i płaci firmie matce grube melony za znaki towarowe – Colę, Fantę, Sprite itp itd hwdp

    1. AM – zaciekawiłeś/aś mnie tą Coca-Colą! Wychodzi więc na to, że w Polsce pijemy wyroby „coca-colo podobne”, a oryginalna jest na nich tylko etykieta!? Przyznam, że artykuł napisałem trochę „na podpuchę”, chcąc dowiedzieć się co w komentarzach napiszą na ten temat mądrzejsi (bardziej obyci) ode mnie.

      Kwestii znaków towarowych nie zgłębiałem. Wiem tylko, że w wielu przypadkach marka to często najbardziej wartościowy składnik majątku firmy i można go amortyzować (tzn. prawo do ochrony marki). Przy znaku towarowym o dużej wartości tworzy nam się więc spore pole do „nabijania” kosztów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.