pexels-photo

Ile można zarobić na You Tube?

You Tube to dla najpopularniejszych twórców źródło wielomilionowych przychodów. Dla pozostałych autorów – co najwyżej szansa na dorobienie do kieszonkowego.

Od 140 tys. do 2,3 mln zł – to przedział zarobków, które według serwisu Social Blade w ciągu roku osiąga jeden z najpopularniejszych polskich kanałów działających na YouTube – AbstrahujeTV. Większość z nagrywanych przez trójkę warszawskich twórców filmów notuje po kilka milionów wyświetleń, a liczba subskrybentów, czyli osób śledzących aktywność kanału, którzy w momencie pojawienia się na nim nowych materiałów dostają o tym powiadomienie, wynosi prawie 3,0 mln (dla porównania najnowsze odcinki „Świata według Kiepskich” obejrzało od niespełna 1,5 do 1,75 mln telewidzów).

Pod względem liczby śledzących dany kanał spośród polskich twórców popularniejszy od AbstrahujeTV jest w jedynie Sylwester Wardęga (prowadzi kanał o nazwie SA Wardega). Aktywność na YouTube znanego z  tworzenia kontrowersyjnych filmików autora, na których np. przebrany w strój Spidermana prowokuje funkcjonariuszy policji, Social Blade wycenia jednak na mniej bo od 50 tys. do 805 tys. zł rocznie. Powodem jest wolniejszy, niż w przypadku AbstrahujeTV przyrost nowych subskrybentów i mniejsza w ostatnim czasie liczba odsłon (m.in. dlatego, że Wardęga publikuje swoje materiały znacznie rzadziej – przeciętnie raz na miesiąc lub w jeszcze w większych odstępach).

Wróżenie z fusów

Najgorsze w tych wszystkich wyliczeniach jest jednak to, że analitycy amerykańskiego serwisu tak na prawdę nie mają możliwości, choćby w miarę dokładnego policzenia tego ile w rzeczywistości zarabiają kanały poszczególnych youtuberów. Ich algorytmy bazują przede wszystkim na liczbie wyświetleń oraz subskrybentów, a także prawdopodobnie na ustalonych w bardzo orientacyjny sposób przychodach z innych źródeł – takich jak umowy z reklamodawcami (sponsorującymi cały kanał bądź promującymi swoje produkty w którymś z pojedynczych wideo) czy linki referencyjne. W przypadku tych drugich zarabia się, kiedy odwiedzający kanał kliknie w link, a następnie dokona np. rejestracji swojego konta w serwisie sprzedającym gry wideo lub skorzysta z jakiejś usługi – przykładowo zabukuje bilet lotniczy bądź założy lokatę w banku. Nie można też zapomnieć o innych źródłach dochodów, których wielkości są trudne do oszacowania takie jak np. merchandising, czyli sprzedawanie koszulek, czapek czy innego typu gadżetów, które wiążą się (choć nie muszą) z aktywnością danego twórcy. To źródło również wypada uwzględnić w wyliczeniach, mimo że ustalenie konkretnych kwot jest w zasadzie niemożliwe.

Efekt tych wszystkich uogólnień jest taki, że podawany przez Social Blade przedział szacunkowych zarobków jest tak szeroki (jego dolny zakres jest średnio kilkanaście razy niższy od górnego), że nie niesie praktycznie żadnej wartości informacyjnej. A gdyby oprócz wymienionych czynników uwzględnić jeszcze np. zróżnicowanie geograficzne (czego serwis nie robi), a co ma niezwykle istotne znaczenie dla wartości danego kanału, nie pozostawałoby nic innego jak tylko podać, że jego wycena mieści się pomiędzy zerem a nieskończonością. Mówiąc w skrócie – byłoby to typowe wróżenie z fusów.

Cena kliknięcia

Chcąc poznać choćby w miarę przybliżone dane na temat tego, ile zarabiają internetowi twórcy trzeba by dotrzeć do treści umów, które zawierają ze swoimi sponsorami, reklamodawcami oraz z samym You Tube’m. Bez tych informacji mówienie o konkretnych kwotach to jedynie zwykłe gdybanie. Szczęśliwie dla ciekawskich dane na temat zarobków np. w Szwecji są publicznie dostępne. Dzięki temu możemy dowiedzieć się, że uważany za najbogatszego youtubera na świecie – Felix Kjellberg (pseudonim PewDiePie) w okresie czerwiec 2016 – czerwiec 2017 przed zapłaceniem podatku dochodowego zarobił równowartość ok. 40 mln zł (podatek dochodowy w Szwecji od tak wysokich dochodów wynosi prawie 60 proc.). Deklaracje podatkowe składane przez amerykańskich czy polskich twórców nie są natomiast jawne, więc dokładnych kwot nie poznamy (chyba, że autorzy powiedzą o nich sami, co zdarza się niestety rzadko).

To co natomiast możemy z dość dużą dokładnością ustalić – i to bez ciągnięcia za język samych youtuberów bądź wizyty w lokalnym urzędzie podatkowym – to przychody poszczególnych kanałów wynikające z liczby odsłon znajdujących się na nich filmów (pieniądze pochodzą od reklamodawców i są dzielone miedzy samo YouTube, autorów, a także czasami między sieci partnerskie zajmujące się wyszukiwaniem reklamodawców). Przejrzałem kilkanaście stron, na których twórcy piszą o tym, ile pieniędzy z tego źródła trafia do ich kieszeni. Widełki to równowartość od trzech do 10 zł za każde tysiąc kliknięć, przy czym w polskich realiach dominuje dolny zakres tego przydziału. Zdarzają się też i wyższe dochody – jedna z amerykańskich youtberek publikuje grafikę z której wynika, że jej dochód przekracza 20 zł za każde tysiąc klików.

Tysiąc złotych za milion odsłon

Skąd różnica w dochodach uzyskanych z kliknięć? Według niektórych opinii wynika ona z profilu danego kanału – mniej zarobią twórcy zajmujący się np. testami dziecięcych ubranek czy recenzujące książki, a więcej osoby, których aktywność dotyczy „twardszych” dziedzin takich jak finanse czy motoryzacja. Inni twierdzą, że branża nie ma znaczenia, a stawka zależy od regionu świata, w którym działamy oraz długości publikowanych materiałów. W przypadku 2–3 minutowego wideo reklamy publikowane są jedynie na początku oraz na jego końcu. Jeśli chodzi o te dłuższe to promocję można wyświetlić także w jego trakcie. Jednym słowem – im więcej wyemitowanych reklam, tym większy zarobek. Ale uwaga – usługa monetyzacji filmów, czyli zarabiania na nich jest domyślnie wyłączona. Jeśli marzy się nam kariera bogatego youtubera trzeba ją aktywować, gdyż w przeciwnym wypadku całość pieniędzy z emitowanych reklam (mimo wyłączonej opcji zarabiania nadal są wyświetlane), a całość przychodów zatrzymuje YouTube.

Znając te dane możemy obliczyć, że mający w grudniu 2017 roku ponad 13 mln odsłon kanał AbstrahujeTV tylko na samych reklamach osiągnął przychód wynoszący ok. 12–20 tys. zł. Uważny czytelnik szybko zorientuje się, że mnożąc liczbę wyświetleń, choćby przez minimalną podawaną przeze mnie stawkę za odsłonę, czyli trzy złote za tysiąc kliknięć powinno uzyskać się przynajmniej 45 tys. zł. Dlaczego więc w rzeczywistości dostaje się tak mało? Wynika to m.in. z tego, że nie wszystkie kliknięcia są monetyzowane. Jeśli po włączeniu wideo i uruchomieniu się reklamy natychmiast klikniemy „pomiń” i przejdziemy od razu do oglądania materiału, wówczas taka odsłona nie przyniesie twórcy żadnego zarobku. Mający ponad 300 tys. subskrybentów youtuber Krzysztof „Ator” Woźniak prowadzący kanał o nazwie Wideoprezentacje kilka miesięcy temu poinformował, że całą reklamę wyświetla na jego kanale najwyżej połowa oglądających. Dodaje także, że stawki w Polsce są kilka razy niższe niż w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych czy Niemczech. Co jednak istotne dla uzyskiwanych dochodów z reklam znaczenie ma nie to w jakim kraju działa dany twórca, ale skąd pochodzą jego widzowie. W przypadku kanału Woźniaka, odwiedzający z zagranicy, których jest zaledwie 10 proc. całkowitej liczby oglądających generują aż 40 proc. wszystkich przychodów reklamowych.

Na koniec pozostaje jeszcze kwestia podziału wpływów między You Tube, agencje partnerskie oraz youtubera. Na konto tego ostatniego trafia przeciętnie jedynie połowa wydanych przez reklamodawców pieniędzy, co w przypadku naszego kraju przekłada się średnio na niewiele ponad złotówkę za każde tysiąc wyświetleń. Czasami – jak w przypadku Krzysztofa Gonciarza – popularnego youtubera publikującego wideo o charakterze podróżniczym – jest tych pieniędzy jeszcze mniej. Twórca podał ostatnio, że za milion klików na jego konto wpłynęło niespełna 800 zł.

Dochody od patronów i sponsorów

Konkretnych danych na temat tego ile zarabiają polscy youtuberzy dostarczy nam także Patronite – serwis, za pośrednictwem którego możemy wesprzeć danego twórcę w postaci regularnych, comiesięcznych kwot przekazywanych na jego konto. Choć osób proszących o wsparcie jest tam zarejestrowanych całe mnóstwo – od sportowców przez wolontariuszy po pisarzy, to największą popularnością ze strony patronów cieszą się właśnie youtuberzy. Rekordzistą, jeśli chodzi o wsparcie za pośrednictwem Patronite jest wspominany Gonciarz, który u szczytu swojej popularności od blisko dwóch tysięcy osób otrzymywał ponad 25 tys. zł. Na mniej więcej tyle samo liczyć mogą obecnie komicy z Grupy Filmowej Darwin, a w gronie najbardziej docenionych twórców znajdują się takze m.in. testujący gry komputerowe Tomasz Drabik (comiesięczne subskrypcje na 4-5 tys. zł) czy Dawid Myśliwiec – autor kanału Uwaga! Naukowy Bełkot (ponad 4,5 tys. zł miesięcznego wsparcia).

Resztę źródeł zarobków youtuberów spowija gęsta mgła, przez którą tylko od czasu do czasu można dostrzec jakieś niewyraźne kontury. A to któryś z branżowych portali nieoficjalnie poinformuje, że jeden z wiodących (ponad 100 tys. subskrybentów) kanałów testujących gry komputerowe na sprzedawaniu gadżetów reklamowych zarobił w danym miesiącu 8 tys. zł, a to któryś z youtuberów pochwali się umową sponsorską ze Sprite, która zapewnia mu kilka tysięcy złotych miesięcznie przez cały rok. Tajemnicą są też dokładne stawki za pojedyncze akcje, w których youtuber dyskretnie lokuje produkt danej marki w treści swojego wideo lub umieszcza jego reklamę na początku lub końcu filmu w taki sposób, że nie da się jej pominąć (niezależnie od i tak wyświetlanych reklam które prezentuje nam YouTube). Tu spotkałem się z różnymi kwotami – kilka tysięcy dla mniejszych kanałów, których pojedyncze filmy notują poniżej miliona odsłon, do kwot pięciocyfrowych w przypadku najpopularniejszych polskich autorów. Wszystko to jednak niepotwierdzone i bardzo przybliżone kwoty.

Wyżyją tylko nieliczni

Na potrzeby artykułu zarejestrowałem się w dwóch sieciach partnerskich umożliwiających zarabianie dzięki tzw. linkom referencyjnym (żargonowo – reflinkom). W zależności od ich charakteru stawki za pojedynczą interakcję wynoszą od kilku złotych (za kliknięcie, podanie swoich danych osobowych i potwierdzenie adresu e-mail) poprzez kilkadziesiąt złotych, kiedy klikający oprócz danych potwierdzi także swoje personalia w rozmowie telefonicznej oraz umówi się na wizytę z doradcą firmy, do kilkuset złotych, kiedy w grę wchodzi założenie minimum pięciocyfrowej lokaty w banku czy konta w firmie umożliwiającej handel na rynku walutowym Forex. Tego typu możliwości zarabiania są uniwersalne i mogą korzystać z nich nie tylko youtuberzy ale też m.in. posiadacze blogów (twórcy aktywni na You Tube często jako integralną część swojej działalności prowadzą także własne strony internetowe oraz profile na Facebooku, Twitterze czy Instagramie) lecz dochody z tego źródła – głównie ze względu na nieznajomość dokładnych stawek oraz stopień osiąganej konwersji (czyli tego jaki odsetek użytkowników faktycznie kliknie w „reflinka”, a następnie zostawi swoje dane lub kupi daną usługę) – są prawie niemożliwe do oszacowania.

Oprócz nielicznych konkretów w kontekście zarobków na You Tube mamy więc więcej niewiadomych i półprawd. Czy publikowanie materiałów wideo i umieszczania ich w internecie pozwala zarobić na chleb i na utrzymanie? Polskiej czołówce na pewno tak. Pozostałym już raczej nie.

About admin

One thought on “Ile można zarobić na You Tube?

  1. Sam bym chyba nigdy się w to nie pakował, ani mnie to nie jara, ani nie widzę siebie w tym, ale podziwiam i szanuję osoby, które same z siebie coś tworzą i dają radę się z tego utrzymać. Oczywiście jeśli prezentują sobą jeszcze jakiś poziom to jest dobrze :) Gorzej, jeśli promowana jest w internecie (na YT) głupota i nieodpowiedzialność, ale to zupełnie inny temat.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.