8105801274_db98d100d8_b

Live betting, czyli bukmacherski Święty Graal

Aby regularnie zarabiać na obstawianiu zakładów sportowych, konieczna jest znajomość matematyki i szybki internet. Typowanie na chybił-trafił prędzej czy później doprowadzi nas do bankructwa.

Mój przypadkowy i proszący o anonimowość rozmówca chwali się, że wreszcie odkrył żyłę złota i już nigdy na zakładach bukmacherskich nie będzie tracił. Wyjaśnia, że po tym jak przez dwa lata przegrał prawie 10 tys. zł typując tak jak podpowiadały mu wiedza i intuicja w końcu „wie jak grać”. Kluczem do sukcesu ma być gra na żywo – czyli śledzenie danego wydarzenia sportowego i obstawianie przez internet w momencie, kiedy w czasie rozgrywki dochodzi do ważnych zmian – np. strzelenia gola przez jedną z drużyn lub kontuzji któregoś z biegnących lekkoatletów. Wówczas – jak mówi – ma się kilka sekund na zawarcie zakładu jeszcze po starym kursie, który nie uwzględniał tego faktu, przez co znacznie zwiększa się swoje szanse wygranej. Gracz z którym rozmawiałem jeszcze nie wcielił swojej strategii w życie, ale jak tłumaczy już niedługo pierwsze wygrane zaczną trafiać na jego konto. Zapewnia, że za zarobione pieniądze przy następnym spotkaniu postawi mi piwo. Nie jestem tego jednak taki pewien – ani spotkania, ani tego czy rzeczywiście na to piwo zarobi u bukmachera.

Nietrafione akumulatory

Takich historii jak powyższa świat zna całe mnóstwo. Poza nielicznymi przypadkami umiejętności trafnego typowania u większości graczy są zbyt małe (lub też sztuka przewidzenia wyniku zbyt trudna), aby obstawianie zakładów sportowych mogło przynosić im regularne zyski. Zawsze pojawia się jakiś nieoczekiwany czynnik, który sprawia, że wygrane nie nadchodzą. A to w ostatniej minucie meczu drużyna gości strzeliła bramkę przez co zakład „nie wszedł”, a to prowadzący na korcie tenisista skreczował (poddał spotkanie) z powodu kontuzji, a to znów jadący na czele stawki kierowca Formuły 1 nie wyrobił zakrętu i wyleciał z toru.

Spektakularnymi porażkami kończy się także zdecydowana większość złożonych u bukmachera tzw. akumulatorów, czyli zakładów akumulowanych, w których obstawia się na jednym kuponie kilka pewniaków na raz. Przykładem takich pewniaków w ostatnim czasie było spotkanie piłkarskiej reprezentacji Polski z Kazachstanem. Faworyt w tym starciu był łatwy do przewidzenia, przez co możliwa wygrana także niewielka. Ale jeśli takich wysoce prawdopodobnych zdarzeń obstawi się kilka na raz i wszystkie się sprawdzą wówczas wygrana może wynieść ponad 100-krotność postawionej kwoty. Rzecz w tym, że mało kiedy wszystkie kończą się oczekiwanym przez typera rezultatem, a w konsekwencji „akumulator” przepada.

Na żywo, ale z poślizgiem

Po lekturze regulaminów firm bukmacherskich oraz kilku stron zajmujących się tematyką typowania zakładów sportowych doszedłem do wniosku, że obstawianie wydarzeń w trakcie ich trwania to nie żaden Święty Graal zapewniający grającym ponadprzeciętne zyski, lecz raczej wabik na klientów. Firmy z branży już dawno zorientowały się, że klient, który ogląda mecz piłki nożnej czy inną relację jest bardziej skłonny do zabawy w typera. Dzięki temu emocje związane z kibicowaniem są większe. Nie trzeba też osobiście udawać się do oddziału bukmachera aby oddać swój typ. Wystarczy internetowe konto, gdzie za pomocą kilku kliknięć szybko postawimy pieniądze. Część bukmacherów – np. STS posunęła się jeszcze dalej, udostępniając klientom specjalny panel do śledzenia wydarzeń na żywo np. tych mniej popularnych, z których nie ma dostępnej transmisji telewizyjnej. Taka prowadzona w formie tekstowej lub animowanej grafiki relacja daje namiastkę tego, co dzieje się w centrum wydarzeń. Pozwala też kibicom wymieniać między sobą komentarze. Nie jest to jednak stricte transmisja na żywo. Każda z firm, którą sprawdziłem ostrzega, że opóźnienie w prowadzonej relacji to od kilku do kilkudziesięciu sekund. Również o tyle może być opóźnione przyjmowanie wysyłanych zakładów.

Co gorsza dla typerów – np. po odgwizdaniu rzutu karnego bukmacherzy na chwilę wyłączają przyjmowanie zleceń lub też po jego wysłaniu proponują nam po chwili inny kurs tj. taki, który uwzględnia zachodzące zmiany. Na przykładzie jednej z firm sprawdziłem jak wygląda to w praktyce – pisząc te słowa akurat padła bramka w jednym z meczy ligi singapurskiej, po czym na jakąś minutę opcja „bet” (ang. zakład) została deaktywowana. Kiedy włączyła się ponownie kursy były już zupełnie inne niż przed zdobyciem gola. Nie ma też co liczyć na spektakularny przewrót pod koniec gry – zauważyłem, że na kilka minut przed końcem spotkania wiele z dostępnych wcześniej zakładów nie jest już przyjmowane. Niestety dla mojego rozmówcy wygląda na to, że plan na zarabianie, w taki sposób, by na jednym monitorze oglądać mecz, a na drugim mieć otwarty panel do typowania i obstawiać wynik w zależności od tego co się akurat dzieje – w rzeczywistości jest praktycznie niewykonalny. Oczywiście zawsze można typować nie uciekając się do takich trików, jednak wówczas nie różni się to niczym od tradycyjnego przedmeczowego obstawiania.

Szukając wewnętrznej wartości

Doświadczeni gracze tłumaczą, aby przy typowaniu kierować się tzw. value, czyli wartością zakładu bukmacherskiego. Każdy z bukmacherów wylicza prawdopodobieństwo danego zdarzenia według własnych algorytmów przez co kursy różnią się od siebie. Zdarzają się także błędy, w których przyjmowane kursy znacznie odbiegają od rzeczywistej szansy na ich zaistnienie. To tak jakby np. we wspominanym pojedynku Polski z Kazachstanem, któraś z firm zaczęła wyżej stawiać szanse tego drugiego. Powołując się na rachunek prawdopodobieństwa zaawansowani typerzy zamiast na intuicyjnym obstawianiu koncentrują się na poszukiwaniu wewnętrznej wartości danego zakładu bukmacherskiego. Owszem może zdarzyć się, że taki pojedynczy typ okaże się błędny, jednak w długim horyzoncie czasowym powinno przełożyć się na regularnie osiągane zyski (o ile oczywiście względnie dobrze oszacuje się prawdopodobieństwo danego wyniku co w przypadku sportu jest szalenie trudne). Znalezienie kursu o wysokim value otwiera jednocześnie szansę do stworzenia tzw. surebet’a (ang. pewny zakład), czyli kombinacji dwóch lub więcej zakładów, które niezależnie od tego jakim rezultatem zakończy się dane wydarzenie gwarantują wygraną. Jak wygląda w teorii taki zakład prezentuje poniższy przykład.

Załóżmy, że niedługo ma odbyć się mecz piłki nożnej pomiędzy Lechią Gdańsk a Śląskiem Wrocław. U jednego z bukmacherów kurs wynosi 1 do 2 na to, że spotkanie zakończy się zwycięstwem Lechii (za każdą postawioną złotówkę wypłaci 2 zł nagrody). Druga z firm przyjmuje natomiast zakłady w stosunku 1 do 3 na to, że wygrają goście. Jeśli dysponujemy kwotą 100 zł, wówczas u pierwszego z wymienionych bukmacherów należy postawić 60 zł na triumf gospodarzy (Lechii), natomiast u drugiego wysłać kupon za 40 zł zakładający, że lepsi będą goście. W takiej sytuacji niezależnie od rozstrzygnięcia na naszej parze zakładów zarobimy. Jeśli górą będą gospodarze pierwsza z firm wypłaci nam 120 zł (w drugiej kupon będzie nietrafiony, więc nie dostaniemy nic). W przypadku kiedy lepsi będą goście (Śląsk), wtedy od pierwszego z bukmacherów nie dostaniemy nic, ale nagroda u drugiego wyniesie 120 zł. Niezależnie od wyniku zarobimy 20 zł.

Teoria to nie rzeczywistość

W praktyce strategia stuprocentowego zakładu nie jest jednak taka prosta w realizacji. Najpoważniejszą przeszkodą jest konieczność nieustannego monitorowania kursów wielu internetowych bukmacherów na raz (w przypadku tych stacjonarnych strategia jest praktycznie niemożliwa do zastosowania), a kiedy pojawi się okazja trzeba natychmiast obstawiać. Pomocne mogą okazać się w tym strony agregujące oferty zakładów sportowych i automatycznie wyszukujące dla nas surebety (po krótkich poszukiwaniach udało mi się znaleźć opcję gwarantującą 10 proc. zysku z obstawienia meczu ligi izraelskiej Maccabi – Ironi Kirajat), lecz aby typować musimy mieć założone kilka – kilkanaście kont w różnych firmach bukmacherskich (nie wiadomo u których kombinacja oferowanych kursów pozwoli na stworzenie surebet’a). To z kolei wymaga, aby posiadane na grę środki również rozdzielić między nimi. Szybko przetransferować ich pomiędzy sobą się nie da (wypłata oraz wpłata gdzie indziej trwa 1–3 dni robocze), a w tym czasie kursy albo zdążyłyby się zmienić, albo interesujące nas wydarzenie dawno się zakończyć. Jeśli więc nawet obstawimy taką wygrywającą kombinację, na zakład trafi zaledwie ułamek posiadanych przez nas pieniędzy przez co nasz zysk także nie będzie duży.

Nasz potencjalny zarobek uszczuplą także: podatek od gry (w polskich realiach nazywa się go obrotowym, a jego wysokość to 12 proc. od każdego kuponu) oraz od wygranych (kiedy wygrana przekracza 2280 zł bukmacher pobiera i odprowadza w naszym imieniu 10 proc.). Obu co prawda możemy uniknąć – korzystając z usług zagranicznych firm działających w internecie, jednak z punktu widzenia polskiego prawa jest to nielegalne, gdyż takie firmy nie posiadają zgody na działalność w naszym kraju. Tam w wielu przypadkach czeka na nas także ok. 3 proc. prowizja od wpłat i wypłat (pobierana nie przez samego bukmachera, ale przez firmę za pomogą której dokonujemy tej operacji np. PayPal czy Skrill). Należy pamiętać również o prowizjach od zawieranych zakładów, które jak zdążyłem się zorientować przeważnie ukryte są w samym kursie na dane wydarzenie. Po prostu bukmacher w razie powodzenia oferuje nam niższą wypłatę, niż wynikałoby to z jego statystycznych szacunków. W efekcie szukający spektakularnych zysków rzadko kiedy korzystają z tej opcji, gdyż jest bardzo czasochłonna, zyski ograniczone, a przypływ adrenaliny znacznie mniejszy niż np. typowanie na żywo. Jestem za to ciekawy czy mój rozmówca, który chwalił się tym, że posiadł bukmacherskiego Świętego Graala dałby się skusić na tę opcję i zaczął wyszukiwać surebet’ów? Kto wie – może wtedy naprawdę postawiłby mi to piwo?

 

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.