lotto-903328_1280

Manna z nieba dla państwa, czyli o tym kto tak naprawdę zarabia na grze w Lotto.

Z każdego zakupionego za 3 zł kuponu do gry w Lotka na nagrody idzie niespełna 41 proc. Resztę, czyli prawie 1,78 zł, trzy razy w tygodniu zgarnia państwo.

Iwona i Krzysztof brali ślub, a od gości weselnych zamiast kwiatów czy słodyczy jako prezent zażyczyli sobie zakłady Lotto. Biesiada nie była duża, więc kuponów uzbierało się raptem pięćdziesiąt. Państwo młodzi liczyli jednak, że któryś z nich okaże się tym szczęśliwym i uda się im trafić „piątkę”. A kto wie może i szóstkę? Nic z tego jednak nie wyszło. Po pełnym nadziei oczekiwaniu na wieczorne losowanie, okazało się, że na żadnym z nich nie było zakreślonych poprawnie nawet trzech spośród sześciu losowanych cyfr. Kupony stały się bezwartościowymi kawałkami papieru.

Nikła szansa na wygraną

Wystarczy tylko wejść na stronę internetową Totalizatora Sportowego, czyli państwowej spółki, która jest organizatorem gry w Lotto (a także kilku innych gier liczbowych), aby zostać dosłownie zalanym informacjami o co chwilę powtarzających się milionowych wygranych oraz sugestią abyśmy także weszli do gry. Tymczasem w rzeczywistości prawdopodobieństwo zdobycia jakiekolwiek nagrody jest bardzo niewielkie i wynosi jak 1 do 54, czyli mniej niż 2 procent. Mało tego, jeśli już uda się nam cokolwiek wygrać to w 95 przypadkach na 100 będzie to „trójka”, za którą w Lotto dostaje się zaledwie 24 zł nagrody.

Gra w Lotto – ile można zarobić i jakie są na to szanse?

lotto

Aby trafić „czwórkę” trzeba mieć już olbrzymie szczęście, gdyż prawdopodobieństwo, że poprawnie skreślimy cztery spośród sześciu losowanych liczb wynosi jak 1 do 1024, czyli mniej niż 0,1 proc. Jeśli się uda możemy liczyć na nagrodę, której przeciętna wysokość wynosi 170 zł (w przeciwieństwie do „trójek” kwota nie jest ustalona odgórnie, a wynika z tego ile zakładów zostanie wysłanych w kolekturach oraz ile z nich będzie zawierało prawidłowo zakreślone numery). Przypominam, że jeśli wyłoniony zostanie więcej niż jeden zwycięzca, nagroda jest dzielona proporcjonalnie między poprawnie typujących (w każdym losowaniu przeciętnie zdarza się aż 4,6 tys. wygrywających „czwórek).

Duże sumy zdarzają się sporadycznie

Poważniejsze pieniądze zaczynają się dopiero w przypadku wygranych II stopnia, czyli kiedy trafimy w pięć z sześciu losowanych liczb. Tu na nagrody przeznaczane jest łącznie 8 proc. z całkowitej puli przeznaczonej na ten cel. Na tę pulę składa się oprócz pieniędzy z kuponów wykupionych przez graczy na dane losowanie także kumulacja, czyli kwota która z powodu braku zwycięzców nie została wypłacona podczas poprzednich loterii.

Warto jednak uzmysłowić sobie, że szansa na poprawne  skreślenie aż pięciu cyfr wynosi jak 1 do 54 201, czyli zaledwie 0,002 proc. Efekt – przy przeciętnej ponad 4,6 mln kuponów wysłanych w kolekturach na każde losowanie, tych wygrywających zdarza się średnio zaledwie 89. Dla porównania podam, że prawdopodobieństwo odniesienia obrażeń w wyniku wypadku samochodowego według zeszłorocznych danych Komedy Głównej Policji wynosi mniej niż 1 do 1000, czyli jest aż 60 razy większe niż to, że na naszym kuponie pojawi się „piątka”. Zakładam jednak, że tym razem szczęście się do nas uśmiechnęło i wysłaliśmy w kolekturze wygrywający kupon. Na ile możemy liczyć? Przeciętnie na 5-6 tys. zł. Dużo, choć na realizację marzeń takich jak własny dom czy luksusowy samochód zdecydowanie za mało.

Marzenie o szóstce

Tym co przyciąga do gry w Lotto nie są jednak liczące od kilkudziesięciu do góra kilku tysięcy złotych wygrane za prawidłowe wskazanie trzech, czterech bądź pięciu liczb. Magnesem jest możliwość zgarnięcia nagrody I stopnia, otrzymywanej za trafne wytypowanie wszystkich sześciu losowanych cyfr. Szansa na to jest jednak mikroskopijna i wynosi jak 1 do 13,98 mln. Ponieważ jednak ilość wysłanych kuponów także liczona jest w milionach to w efekcie taka prawidłowo wytypowana „szóstka” pojawia się dość regularnie (według danych serwisu Lottomania główna nagroda zdarza się przeciętnie w jednym na cztery losowaniach).

Nie chcę w tym miejscu nikogo zniechęcać, ale żeby statystycznie w ciągu swojego życia trafić choć jedną szóstkę (zakładam, że będziemy grali przez 60 lat bez przerwy) musielibyśmy na każde odbywające się losowanie wysyłać prawie 1500 kuponów, czyli inwestować tygodniowo w grę w Lotto aż 13,5 tys. zł.

Na chwilę zapomnijmy jednak o rachunku prawdopodobieństwa i załóżmy, że zwycięski kupon jest w naszych rękach. W takiej sytuacji trafi do nas aż 44 proc. z całej dostępnej w danym losowaniu puli nagród, co przeważnie równa się kilku milionom złotych (jednak nie mniej niż 2 mln, bo taką minimalną nagrodę I stopnia od kilku lat zapewnia totalizator).

Wykupić wszystkie losy

W przypadku kiedy żadna szóstka nie padnie, zgodnie z regulaminem Totalizatora Sportowego pieniądze zarezerwowane na wygrane I stopnia przekazywane są na kolejne losowanie. Kiedy taka sytuacja się zdarza kilka razy z rzędu, atmosfera wokół gry w Lotto zaczyna się robić gorąca. Tak było m.in. w sierpniu tego roku, kiedy aż osiem typowań pod rząd zakończyło się brakiem głównej wygranej. Pula pęczniała z każdym następnym losowaniem, co przyciągało kolejnych, rządnych gigantycznych pieniędzy graczy. W końcu organizator loterii ogłosił, że 25 sierpnia na „szóstkowicza” czekać będzie gwarantowana nagroda w wysokości aż 21 mln zł. Regulamin Totalizatora Sportowego przewiduje bowiem sytuację, kiedy kwota głównej wygranej nie będzie wynosiła 44 proc. puli, ale zostanie ustalona z góry.

Taki marketingowy chwyt działa lepiej, niż gdyby totalizator reklamował się, że „oto mamy kumulację w Lotto, ale wysokości nagrody określić się konkretnie nie da”. Operator losowania w takiej sytuacji wie już ile pieniędzy przeszło do puli z poprzednich losowań oraz szacuje ile osób wypełni w kolekturach kolejne kupony. Dzięki temu z dużym przybliżeniem ustala ile pieniędzy będzie do podziału. Jeśli totalizator się przeliczy i w puli będzie ostatecznie mniej, wówczas luka zostanie uzupełniona z pieniędzy pochodzących z wcześniejszych losowań, których z różnych powodów nie odebrali gracze.

Pokusa niewarta zachodu

W momentach gigantycznych kumulacji wśród niektórych graczy zapewne rodzi się pokusa, aby zakreślić wszystkie możliwe do pojawienia się kombinacje liczby i być pewnym nagrody. Niestety taki system nie działa, gdyż na ten cel należałoby wydać prawie 42 mln zł (pomijam kwestie skąd wziąć tyle pieniędzy oraz w jaki sposób wysłać te prawie 14 mln kuponów mając na to zaledwie dwa dni pomiędzy poszczególnymi losowaniami). Taka kwota jest znacznie wyższa niż kiedykolwiek w historii znalazło się w puli Lotto. Do tej pory najwyższą nagrodę wypłacono w sierpniu ubiegłego roku w Ziębicach w województwie Dolnośląskim i było to 35,2 mln zł. W przypadku skreślenia wszystkich możliwych kombinacji istnieje też ryzyko, że nie tylko nam uda się trafić szóstkę (rekord to 9 zakładów wysłanych w 2009 roku) i nagrodą trzeba się będzie podzielić.

60 groszy dopłaty

Obowiązująca od 2003 roku znowelizowana ustawa o grach i zakładach wzajemnych nałożyła na Totalizator Sportowy obowiązek wprowadzenia 25-proc. dopłaty do ceny każdego kupionego w kolekturze losu. Z tego powodu za kupon do gry w Lotto płacimy obecnie nie 2,40 zł, ale 3,00 zł. Te 60 groszy różnicy przekazywane jest na fundusze wspierające polski sport, kulturę oraz (nomen omen) pomagające osobom uzależnionym od hazardu. Jeśli więc nie uda się nam nic wygrać na pocieszenie pozostaje nam to, że m.in. dzięki naszym pieniądzom PKOL mógł wysłać na igrzyska do Rio de Janeiro polską reprezentację. Dopłaty z losów wspomogły także organizację Konkursu Chopinowskiego czy Festiwalu van Beethovena. W sumie jak chwali się na swojej stronie Totalizator Sportowy łącznie na mecenat nad polskim sportem i kulturą oraz pomoc uzależnionym tylko pomiędzy styczniem a początkiem września tego roku przekazał już 646 mln zł, z czego prawie 500 mln zł na kulturę fizyczną i blisko 130 mln zł na sztukę.

Organizator wygrywa zawsze

Niestety dla graczy, do puli nagród w Lotto trafia zaledwie 51 proc. z tego co wydadzą w kolekturach. Po uwzględnieniu tego, że ustawowa niedopłata podlega temu podziałowi oznacza to, że z każdych 3 zł wydanych na kupno losu, jedynie 1,22 zł będzie przeznaczone na wygrane. Reszta, czyli 1,18 zł to przychód Totalizatora Sportowego. Kiedy więc graczom oferowana jest bardzo mało prawdopodobna możliwość wygranej, organizator loterii wygrywa praktycznie za każdym razem. Jedyną sytuację jaką jestem w stanie sobie wyobrazić, żeby totalizator poniósł straty to taka w której liczba wysłanych „totków” znacznie się obniża, a wtedy gwarantujący minimum 2 mln zł głównej nagrody operator loterii nie miałby pieniędzy, aby ją wypłacić. Jednak tak długo, jak grających liczy się w setkach tysięcy, wysłane kupony w milionach, państwowemu monopoliście gier hazardowych żadne bankructwo nie grozi (choć w 2011 roku mieliśmy do czynienia z bankructwem czeskiego totalizatora – Sazka, który popadł w długi finansując budowę gigantycznej hali widowisko-sportowej w Pradze).

To, że organizacja loterii to świetny biznes potwierdzają dane finansowe Totalizatora Sportowego. W ubiegłym roku hazardowa grupa miała ponad 4,3 mld zł przychodów ze sprzedaży swoich produktów (ok. 50 proc. wpływów dostarczyły kupony Lotto, ale dużą popularnością cieszyły się także Multi Multi oraz zdrapki), a zysk netto przekroczył 284 mln zł. Gdyby państwowa spółka była notowana na warszawskiej giełdzie, jej rynkowa wartość liczona byłaby w miliardach złotych i miałaby szanse wejść do elitarnego indeksu WIG20 (a już na pewno do indeksu MWIG40). Co interesujące – przed trzema laty Ministerstwo Skarbu umieściło Totalizator Sportowy w gronie 22 państwowych spółek o kluczowym dla polskiej gospodarki znaczeniu, obok takich gigantów jak PGE, Polska Grupa Zbrojeniowa czy PKN Orlen.

Ratunek dla budżetu państwa

Działalność państwowej loterii to nie tylko setki miliony złotych przekazywanych co roku na rzecz sportu, kultury oraz na pomoc uzależnionym. To także 10-proc. podatek od wygranych, którym obciążona jest każda nagroda wyższa, niż 2280 zł. Tylko od głównej nagrody z sierpniowej kumulacji, która wyniosła 21 mln zł zwycięzca musiał oddać fiskusowi aż 2,1 mln zł. W sumie z tego tytułu od początku roku budżet państwa otrzymał od Totalizatora Sportowego (wypłata nagród następuje w kwocie netto, więc gracze nie muszą już sobie zaprzątać głowy rozliczeniem z fiskusem) kilkaset milionów zł. Oprócz tej kwoty totalizator odprowadził w zeszłym roku także przeszło 50 mln zł podatku dochodowego, który zobowiązany był zapłacić od osiągniętego przez siebie zysku.

Gry organizowane przez Totalizator Sportowy

lotto2
Dzięki tym wszystkim źródłom w 2015 roku na działalności totalizatora państwowe fundusze zyskały przeszło 1,3 mld zł. Jednocześnie rząd dba o to, aby tej kurze znoszącej złote jajka przypadkiem nie wyrosła żadna konkurencja – jeśli komuś zamarzyło się założyć konkurencyjną loterię może o tym zapomnieć. Prowadzenie tego typu gier – poza państwowym monopolistą jest zabronione

About admin

One thought on “Manna z nieba dla państwa, czyli o tym kto tak naprawdę zarabia na grze w Lotto.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.