airbnb-2384737_1280

Jak Airbnb psuje biznes hotelarzom?

Serwisy takie jak Airbnb czy Uber dają posiadaczom nieruchomości czy samochodów szansę na dodatkowy zarobek. Doprowadzają też do szału hotelarzy i taksówkarskie korporacje.

Kryzys finansowy, który szalał na świecie raptem 7-8 lat temu wielu z nas spuścił tęgie lanie. W przypadku jednego z moich rozmówców okazało się, że kupione  przez niego tuż przed krachem mieszkanie dziś jest warte przeszło 20 proc. mniej, a raty – z powodu wzrostu wartości franka zwiększyły się o połowę. Kiepskim biznesem okazało się także kupno działki budowlanej „pod inwestycję”, gdyż do dziś na ogłoszenie o jej sprzedaży nie odpowiedział nikt, a pieniądze bankowi zwrócić przecież trzeba. Inny skarży się na mało pracy w zatrudniającej go firmie kurierskiej. Konkurencja jest duża, a przesyłek do rozwiezienia niewiele. Niegdyś rozwoził paczki aż do późnego popołudnia, a dziś pracę kończy zazwyczaj koło 13:00 – 14:00. We wcześniejszym wolnym nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że dostaje pieniądze od każdego dostarczonego pakunku. Z tego powodu dziś zarabia przeszło 1/3 mniej, niż kiedy zaczynał pracę 10 lat temu.

Globalny mega trend

Co prawda dziś wskaźniki dotyczące poziomu zatrudnienia czy wynagrodzeń są na wyższym poziomie niż w czasach gospodarczego prosperity z końca ubiegłej dekady, jednak u wielu z nas awersja do życia ponad stan pozostała. W takim otoczeniu zamiast myśleć o gromadzeniu na kredyt kolejnych dóbr, częściej patrzymy jak efektywniej wykorzystać już posiadane i w jaki sposób móc korzystać z innych, niekoniecznie stając się ich właścicielami. Kiedy do tego dołożymy jeszcze gwałtowny rozwój internetu, do którego dostęp mają już ponad  3 miliardy osób na całym świecie (od 2000 roku oznacza to ponad 8-krotny wzrost), to wysyp biznesów pośredniczących w wymianie usług noclegowych, transportowych czy finansowych nie powinien dziwić.

Dla ich właścicieli oraz dla inwestorów – jeśli pomysł chwyci – to szansa na krociowe zyski. Dla posiadaczy majątku takiego jak samochód czy mieszkanie możliwość dodatkowego zarobku, a dla specjalistów narzekających na brak zleceń możliwość pozyskania biznesowych partnerów. Chyba najwięcej na trendzie związanym ze współdzieleniem posiadanych zasobów zyskują jednak najbiedniejsi. Jak wyliczył serwis Airbnb – w Los Angeles przeciętna osoba wynajmująca za jego pośrednictwem swoją nieruchomość zarobiła na tym w 2015 roku aż 7 tys. dolarów. Grupie ok. 3 tys. mieszkańców miasta ten dodatkowy zastrzyk pieniędzy pozwolił na opłacenie rachunków oraz uregulowanie rat kredytów, dzięki czemu udało im się uniknąć bankructwa i eksmisji.

Wróg numer jeden

Z drugiej strony Airbnb to chyba największy wróg światowej branży hotelowej. Organizacja Global Hospitality Services z powodu aktywności portalu hotele całej kuli ziemskiej – od Ameryki Północnej po Japonię tracą rocznie aż 450 mln dolarów. Dzieje się tak dlatego, że duża część turystów zamiast wydawać pieniądze na drogie pokoje w trzy czy czterogwiazdkowych obiektach, w sporej części woli zapłacić za nocleg mniej i spać w mieszkaniu bądź domu prywatnego właściciela, co jak wspomniałem dla części z nich jest jak być albo nie być.

Kiedy analitycy Airbnb opublikowali raport, z którego wynika że w 2015 roku osoby odwiedzające Nowy Jork i korzystające z noclegu zarezerwowanego za jego pośrednictwem wydały podczas pobytu aż 1,15 mld dolarów, organizacja GHS odpowiedziała własnym opracowaniem, w którym oskarża serwis w spowodowanie 2,1 mld dolarów strat. Na tą kwotę składają się głównie nieodprowadzone do kasy miasta podatki oraz napoje i posiłki, które zamiast w hotelowej restauracji odwiedzający zjedli w tanich miejskich barach lub u gospodarza swojej kwatery.

Zresztą brak opłaconych podatków i zarejestrowanej działalności hotelowej nie podoba się także lokalnym władzom, które czują jak setki milionów dolarów zamiast trafić do publicznej kasy przelewają się im przez palce. Niektóre hrabstwa stanu Nowy Jork już zdążyły obłożyć użytkowników AirBnb podatkiem hotelowym, który wynosi od 3 do 5 proc. ceny noclegu. Zresztą sam serwis deklaruje chęć współpracy i wypracowania kompromisu, który zadowoli zarówno rząd jak jego klientów. W przypadku miasta Nowy Jork kompromis miałby polegać nie tylko na opodatkowaniu właścicieli, ale także na umożliwieniu wynajmu jedynie pojedynczych pokoi, w mieszkaniach w które na co dzień użytkują ich posiadacze. Opcja w której turysta dostaje kluczyki do nieruchomości, która nie jest użytkowana i służy wyłącznie najemcom – odpada.

Prywatny taksówkarz

Marek, o którym wspominałem na początku tekstu, pracę kuriera kończy wczesnym popołudniem. Chętnie popracowałby więcej, ale nie ma dla niego więcej paczek do dostarczenia. Do konkurencji nie pójdzie, bo tam jest to samo. Pracy na dwóch etatach nie podejmie, gdyż każda z firm wymaga dyspozycyjności już od 7-8 rano. W wolnym czasie pomagał znajomemu przy renowacji motocykli na czym udawało mu się zarobić dodatkowe kilkaset złotych. Takie fuchy to jednak rzadkość – najwyżej jedna na miesiąc. Kiedy któregoś razu przeczytał, że Uber – twórca aplikacja kojarząca pasażerów z prywatnymi kierowcami właśnie wchodzi do Polski i planuje otwarcie działalności także w Trójmieście postanowił spróbować swoich sił.

Rejestracja, przesłanie dokumentów w tym zaświadczenia o niekaralności oraz o liczbie punktów karnych, spotkanie z przedstawicielem firmy i po dwóch tygodniach Marek był już kierowcą Ubera. Mówi, że jak na razie (jeździ dopiero od 2 miesięcy) traktuje wożenie ludzi tylko jako dodatkowe zajęcie – kiedy skończy wozić paczki, zostawia swojego busa w domu, włącza aplikację i realizuje – już swoja osobówką – dwa, trzy popołudniowe kursy. Ostatnio odkrył, że najlepiej jeździć w sobotnie wieczory oraz w okolicach między północą, a trzecią nad ranem na trasach do i z Sopotu. Za kilka godzin spędzonych za kółkiem i wątpliwą przyjemność wysłuchiwania się wydzierającej młodzieży (chociaż jak tłumaczy podczas kursów powrotnych z dyskotek w aucie panuje raczej spokój) można zarobić ładnych parę groszy.

Ile? Tego wprost nie zdradza. Moje poszukiwania relacji innych taksówkarzy Ubera pokazały, że przeciętny zarobek to około kilkunastu złotych za godzinę pracy. To kwota już po uwzględnieniu kosztów prowadzenia działalności, prowizji serwisu, amortyzacji samochodu czy wydatków związanych z zakupem paliwa. W przypadku Marka, który firmę i tak prowadzi, gdyż w ten sposób rozlicza się z pracodawcą, ten godzinowy utarg może być nieco większy.

Barterowa wymiana umiejętności

Pozytywny akcent ma też historia Piotra, czyli tego który kupił działkę budowlaną „pod inwestycję”. Kupca na nią prawdzie nadal znaleźć nie może, ale za to przypadkiem udało mu się trafić służący do wymiany umiejętności portal Skill Trade. Choć serwis dopuszcza także odpłatne świadczenie usług to jednak jego główną ideą jest ich barterowa wymiana. Mówiąc prościej – jeśli ktoś szuka nauczyciela gry na pianinie, a samemu jest znakomitym lingwistą takie osoby mogą spotkać się ze sobą i uczyć się od siebie wzajemnie. Zafascynowany filmem Everest o zdobywcach najwyższej góry świata Piotr sprawdził czy w jego mieście nie ma osoby, która nauczyła by go podstaw wspinaczki. Była i to nie jedna!

Szybko znalazł chętnego, który zgodził się go przeszkolić. W ramach wymiany Piotr chciał zaproponować pomoc przy stworzeniu prostej strony internetowej bądź bloga. Był też skłonny zapłacić za usługę w gotówce. W trakcie pierwszego spotkania okazało się, że Adam, czyli jego instruktor wspina się nie tylko na sztucznej ścianie, ale często jeździ tez w skały w rejonie Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Od słowa do słowa, a Piotr w ramach wymiany zaproponował mu bezpłatny nocleg na swojej działce, która leży w pobliżu Ogrodzieńca. Za lepszych czasów (czyli krótko po jej kupnie, kiedy pracował jeszcze w dużej warszawskiej firmie informatycznej) zdążył postawić na niej nawet niewielki drewniany domek i dociągnąć media. Tym samym Piotr zyskał darmowego instruktora wspinaczki, a Adam darmową miejscówkę na ukochanej Jurze. To wszystko dzięki ekonomii współdzielenia.

Artykuł pochodzi z październikowego wydania miesięcznika Eurogospodarka. Oryginalny tytuł „Dziel, korzystaj i wymieniaj”.

About admin

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.